Serdecznie zapraszamy na konsultacje w sprawie kredytów indeksowanych do walut obcych i denominowanych

Czy przestrzeganie prawa grozi bankructwem banków?

Odpowiedzialność

Pytanie zawarte w tytule wydaje się być absurdalne, bo jak w ogóle można zastanawiać się nad tym, czy jest obszar gospodarki – obszar działania przedsiębiorców, w którym przestrzeganie prawa mogłoby stanowić zagrożenie, czy to dla samych przedsiębiorców, czy też dla części ich klientów. A jednak taki problem rozważany jest w wydawałoby się poważnym piśmie “Gazeta Prawna”. Autor artykułu z 20 lutego zarzuca w nim Rzecznikowi Finansowemu to, że wytykając bankom łamanie prawa “staje po stronie kredytobiorców”, a przecież powinien trzymać stronę depozytariuszy, którzy lokują pieniądze w banku, w dodatku jest ich więcej niż kredytobiorców.

 

Żelazna logika nakazywałaby zapytać autora: jaką jeszcze grupę konsumentów można poświęcić, jeżeli bank na skutek nie przestrzegania prawa zagrożony jest bankructwem? Którzy to są “podklienci”, bez praw konsumenckich, a którzy to ci wartościowi” Übermensch-e” bankowości? Aż trudno uwierzyć, że tekst Tomasza Jóźwika tak słaby merytorycznie, że czytelnik musi się przejść po pokoju, by poradzić sobie z uczuciem zażenowania, miał szanse ukazać się w poczytnej i poważnej “Gazecie Prawnej”.

Nie będziemy się jednak zajmować tym, czy Rzecznik powinien “przymknąć oko” na bezprawie banków wobec jednej grupy klientów, dla dobra jakiejś drugiej grupy. Bo to pytanie w państwie prawa nie ma sensu. Nie będziemy też analizować bezczelnej próby negatywnego “nastawiania” jednej części społeczeństwa na drugą część społeczeństwa. Zajmiemy się tylko i wyłącznie aspektem związanym z tym, czy obniżenie nielegalnych zysków banków grozi bezpieczeństwu depozytów. Póki co, banki zaangażowane w sprzedaż niezgodnych z prawem produktów bankowych odnotowują całkiem niezłe zyski. Dlaczego zatem banki cieszące się od lat z prosperity miałyby nagle bankrutować z powodu zwrócenia części zysków, do których nie mają prawa?

Jakże zyskowny sektor

Przywołajmy jeszcze raz dane o zyskach banków. Jak podaje portal Money.pl od 2000 roku aż 66 mld zł z zysków banków trafiło do kieszeni inwestorów. W samym tylko 2015 roku działające w Polsce banki komercyjne zarobiły 12,05 mld zł. Włosi w dywidendzie wzięli 99 proc. zysku przypadającego na posiadane przez nich udziały. Prawie 100 proc. zysku wypłacili Amerykanie.

Bank Kredyty
i pożyczki
CHF [mld zł]
Aktywa
łącznie [mld zł]
Zysk netto 2015

[mld zł]

%
toksycznych kredytów
w aktywach
PKO 31.3 266.9 2.610 12%
mbank 19.8 123.5 1.301 16%
Millennium 18.6 66.2 0.547 28%
BPH 13.2 31.3 -0.304* 42%
Getin Noble 13.1 70.8 0.054 19%
Raiffeisen POLBANK 12.1 61.9 0.186 20%
BZ WBK 10.8 139.7 2.327 8%
BGŻ PARIBAS 7.3 65.4 0.008 11%
PEKAO 4.3 165.7 2.290 3%
ING 1.4 108.9 1.127 1%
BOŚ 1.4 20.9 -0.051** 7%
Handlowy 1 65 0.620 2%
Alior 0.2 40 0.310 1%

Źródło informacji: Raporty banków za 2015 rok oraz StrefaInwestorow.pl
*W raporcie czytamy: “Strata wynikała głównie z dokonania odpisu wartości firmy (ang. goodwill) wynoszącego 154,8 mln zł (więcej informacji w części „Aktywa”). Odpis ten ma charakter wyłącznie księgowy i jest zgodny z międzynarodowymi standardami rachunkowości oraz nie ma wpływu na aktualną i przyszłą pozycję gotówkową i płynnościową, ani na adekwatność kapitałową Banku.” Czyli tłumacząc tę księgową nowomowę na język polski – “zaksięgowaliśmy stratę i nie płacimy podatku” – najbardziej przyrastały koszty w Q4 2015 w pozycji “Koszty działania i koszty ogólnego zarządu”. Źródło: ” Sprawozdanie Zarządu Banku z działalności Banku BPH S.A. w 2015 roku” na stronach Alior.
** W 2015 r. Grupa BOŚ S.A. wykazała stratę netto w wysokości -51,1 mln zł wobec zysku 65,6 mln zł w roku poprzednim. Zysk po III kw 2016: 0.9 mln zł.

Wydaje się, że banki, które pomimo gigantycznych kosztów zarządu odnotowują całkiem spore zyski są bardzo dobrze przygotowane są na “szok”, którym będzie dla nich przywrócenie działania państwa prawa.

Co nam przyniesie przyszłość?

Na środowej “Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia poselskiego projektu ustawy o restrukturyzacji kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż waluta polska” jej przewodniczący Jacek Sasin nie po raz pierwszy dał dowód swojej “bezstronności” nazywając kredyty złotowe waloryzowane do walut obcych “kredytami walutowymi”, czyli w taki sam sposób, jak chcą je obecnie nazywać przedstawiciele bankowego lobby. Pan poseł nie krył zresztą swojej sympatii do jednej tylko strony publicznego sporu i z wielką estymą przywitał przedstawiciela ZBP na spotkaniu podkomisji, tak jakby co najmniej sam król Arabii Saudyjskiej zawitał w skromne progi sejmowej sali im. Wojciecha Trąmpczyńskiego, gdzie odbywało się posiedzenie. Z troską pochylał się też nad “kosztami dla budżetu”, jakie niechybnie on poniesie, jeżeli tylko uszczupli się wartość podatku banków od nielegalnie osiąganego przez nie zysku. Stanowiącego wprawdzie tylko ułamek tego, co bankom zagranicznym udaje się wytransferować poza granicę Ojczyzny, ale posła Sasina jakoś to już specjalnie nie boli.

Członkowie podkomisji na posiedzeniu ostatecznie zadecydowali o ponownym zwróceniu się do KNF o zbadanie “kosztów” ustawy. Całe to liczenie  jest o tyle bez znaczenia, że jak słusznie zauważył członek podkomisji poseł Janusz Szewczak (PiS) – zasada jest prosta: “Albo są to koszty, które poniesie sektor bankowy, albo poniosą je obywatele polscy”. W dyskursie publicznym natomiast dominuje, nie wiadomo czemu, pytanie czy koszty te nie pogrążą ‘biednych banków’. O tym, że na “biednego nie trafiło” piszemy kilka akapitów wyżej. Nikt też nie zastanawia się jakim cudem bankom udało się “przytulić” taką górę pieniędzy klientów niezgodnie z prawem, a o tym, że niezgodnie – przekonują nas wyroki sądów i wspomniana na wstępie opinia Rzecznika Finansowego.

Co nam odpowie KNF? Możliwe są 3 scenariusze:

Scenariusz 1: Burza wokół banków

Być może KNF wskaże koszty poniesione przez banki odwołując się do swoich pierwotnych obliczeń z początku 2016 roku w dokumencie “INFORMACJA w zakresie skutków projektu ustawy o sposobach przywrócenia równości stron niektórych umów kredytu i umów pożyczki Wpływ na instytucje kredytowe“. Zawarte tam informacje pozwalają stwierdzić, że ubezpieczając kredyty polskich klientów finansowane depozytami polskich obywateli poprzez transakcje CIRS / FX SWAP banki naraziły na straty klientów, naraziły na niestabilność sektor bankowy i finanse państwa. Pokaże też, że tych pieniędzy faktycznie nie ma już w kraju, a stratę ktoś przecież musi pokryć – najlepiej klienci, bo dostają pieniądze z 500+. Jeżeli kogoś takie postawienie sprawy oburzyło, to proszę zajrzeć na stronę 23 wspomnianego dokumentu KNF sprzed roku. Tam znajdzie dokładnie taki wniosek formułowany przez KNF – pieniądze z 500+ przeznaczone mają być nie na polskie dzieci, ale na spłatę kredytów pseudofrankowych. Niezgodnych z prawem, co wiemy dzięki przygotowanemu przez Rzecznika Finansowego raportowi z czerwca 2016.

Czy faktycznie takie wnioski i liczby dostaniemy z KNF? Hola hola… – to by było publiczne harakiri banków, KNF i NBP przyznających się do narażenia na stratę depozytów klientów, którymi zagrano na rynku FOREX posiłkując się transakcjami CIRS / FX SWAP, więc scenariusz taki wydaje się być zupełnie nieprawdopodobny.

Scenariusz 2: Wszystko dobre, co się dobrze kończy

Nieco bardziej prawdopodobny jest raport KNF mówiący “Z tymi 40% CIRS / FX SWAP to był taki żart. Jakie CIRS-y? Jakie SWAP-y? To były groszowe transakcje, dawno i nieprawda”. Czyli mniej więcej to, co dostaliśmy w dokumencie KNF pt. “Dane liczbowe przygotowane w odpowiedzi na prośbę Kancelarii Prezydenta RP” w kwietniu 2016 roku. Znajdziemy tam tabelę o nazwie “Wycena instrumentów zabezpieczających (finansujących) udzielone kredyty hipoteczne denominowane i indeksowane do walut obcych” . Wycena tych instrumentów za 2015 rok opiewa na minus 6256304 tys złotych czyli trochę ponad 6 mld zł. W tej właśnie tabeli należy zasadniczo szukać kosztów ustawy wniesionej przez posła Maciejewskiego z Kukiz ’15 i taką też liczbę powinno podać KNF także w przypadku szacowania kosztów pierwotnego projektu ustawy prezydenckiej ze stycznia 2016 o “Przywróceniu równości stron”. A jak finansiści KNF rok temu na podstawie tej tabeli doszli do owych 67 mld złotych kosztów pierwotnej ustawy prezydenckiej?- to chyba tylko oni sami wiedzą.


Ile to jest owe 6,256 mld złotych? Dla uproszczenia obliczeń przyjmijmy, że niezgodnych z prawem kredytów waloryzowanych kursem CHF jest 500 tys., to znaczy, że z tej sumy kosztów zabezpieczeń “wtopionych” przez banki na FOREX-ie szacowanej na 6,256 mld na każdy kredyt pseudofrankowy wypadałoby około 12.500 złotych. Niewiele, jeżeli weźmiemy pod uwagę korzyści jakie odniosą obywatele i państwo dzięki uregulowaniu problemu udzielanych niezgodnie z prawem instrumentów finansowych.

Możemy nawet wyobrazić sobie taki “deal” banków z kredytobiorcami: kredytobiorca płaci bankowi średnio 12.500 złotych (przez niektórych proporcjonalnie więcej, na tyle na ile dług liczony w “polskich frankach” jest większy, a przez niektórych znacznie mniej). Co Państwo o tym myślicie? Kto z kredytobiorców nie zgodziłby się nawet dopłacić te 12.500 złotych, by bank poszedł sobie w cholerę z tym swoim frankiem i przeliczył raty w taki sposób, jakby były one od początku płacone jak zwykły kredyt złotowy? Kto nie zapłaciłby takiego haraczu, żeby mieć tylko święty spokój i nie tracić czasu w sądzie na użeranie się z pazernymi bankierami i ich prawnikami?

Jeżeli faktycznie nie poruszamy się w kwotach kosztów zabezpieczeń podanych rok temu przez KNF 67 mld zł, tylko o rząd wielkości mniejszych, to problem faktycznie byłby do rozwiązania na poziomie prezesa NBP. Ale jak wytłumaczyć fakt, że minęło dobrych kilka miesięcy i prezes NBP jest w rozmowach z bankami w tym samym miejscu, w którym był w sierpniu 2016 zapowiadając swoje działania, natomiast frank szwajcarski w międzyczasie zdążył się rozgościć na stałe na poziomie powyżej 4 złotych?

Scenariusz 3: KNF w krainie czarów

Biorąc pod uwagę fakt, że lobby bankowe cały czas ma przemożny wpływ na rządzących i nadzór sektora finansowego, wysoce prawdopodobne jest, że nadal stosować będzie strategię znaną z rozkazu Stalina z czasów drugiej wojny światowej “Ani kroku wstecz!”.

Dlatego też najbardziej możliwy jest scenariusz, w którym KNF będzie kontynuować spektakl “iluzji finansowych”. Urząd Nadzoru po raz kolejny wyciągnie dużą liczbę z kapelusza, otoczy ją atmosferą magii fachowych zaklęć z obszaru księgowości i poda tę prawdę objawioną mediom do wierzenia. Media powtórzą tę liczbę na głos, “finansowi eksperci” kolejny raz będą potakiwać ze zrozumieniem głową mrucząc “no tak, ale to taka wielka liczba, przecież sektor bankowy nam się załamie”, a na końcu włączy się chór publicystów-potakiwaczy, który wtórować im będzie do taktu. Cała ta “pieśń” w mediach wybrzmi krótko, bo przecież są “ważniejsze tematy” – kto spojrzał krzywo, kto powiedział coś niemiłego i kto się na kogo obraził w rodzimym bajorku politycznym – wszystkie te pseudozdarzenia, które mają zerowy wpływ na finanse kraju i realne życie Polaków więc można o nich do woli dyskutować publicznie.