Prosimy o darowiznę na walkę z bankowym bezprawiem

Paradoks Glapińskiego

Autor: dr hab. Tomasz Nowak

Paradoks, od gr. parádoksos (zaskakujący, nieprawdopodobny), to twierdzenie logiczne prowadzące do nieoczekiwanych lub sprzecznych wniosków [1].

Żyjemy dziś w świecie paradoksów. Dlatego nie powinniśmy się dziwić, iż przyłożenie analitycznej miary do wypowiedzi niektórych polityków prowadzi prostą drogą na logiczne manowce. Żeby nie być gołosłownym – twierdzenie klasyka: „sądy są złe, frankowicze idźcie da sądów”, należy uznać za paradoks.  Ale o ile posługiwanie się sprzecznością przez polityka nie razi, o tyle stosowanie paradoksu przez przedstawicieli urzędu, od którego oczekujemy żelaznych zasad logiki i matematycznego wnioskowania, jest już niedopuszczalne.

Od kilku miesięcy Narodowy Bank Polski, głosami swoich prezesów, przekonuje, że tzw. kredyty frankowe (denominowane lub indeksowane do waluty innej niż polska) nie stanowią zagrożenia dla stabilności systemu bankowego. Teza jest dosyć odważna, dlatego przeanalizujemy jej prawdziwość stosując zasady żelaznej logiki. I jak to z paradoksem bywa – wynik zapewne niektórych zadziwi …

 

Zacznijmy od opisu stanu faktycznego:

  • W ramach terminu tzw. kredyt frankowy rozróżniamy kredyty denominowane, w których kwota w umowie jest określona w CHF; oraz indeksowane, w których kwota jest określona w PLN.
  • Bank, kreując w kredytach hipotecznych pieniądz dłużny, zabezpiecza go zapisem wieczystoksięgowym. W przypadku kredytów denominowanych były to (najczęściej) hipoteki w walucie obcej, natomiast dla kredytów indeksowanych – hipoteki w złotówkach.
  • Prawidłowe zabezpieczanie pieniądza kredytowego, za pomocą poprawnie ustanowionej hipoteki, jest częścią należycie zrealizowanego procesu kredytowania, i przekłada się bezpośrednio na stabilność sektora bankowego.

 

Teraz założenia do analizy:

  1. Ustawodawca tworząc prawo działa logicznie, zatem stosowanie prawa nie powinno prowadzić do sprzeczności.
  2. Umowy o kredyt hipoteczny powinny być udzielane zgodnie z prawem. Podstawą prawną do zawarcia umowy o kredyt jest art. 69 Prawa bankowego. Podstawą do ustanowienia hipoteki jest art. 65 i kolejne Ustawy o księgach wieczystych i hipotece.

 

I sama analiza:

  1. W przypadku kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż polska, art. 69 Prawa bankowego literalnie nakazuje określić „szczegółowe zasady […] ustalania kursu wymiany walut, na podstawie którego w szczególności wyliczana jest kwota kredytu”. Skoro, w przypadku kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty innej niż polska, ustawodawca nakazuje wykorzystać „szczegółowe zasady ustalania kursu wymiany”, by dopiero „wyliczyć kwotę kredytu”, to znaczy, że podawana w umowie ilość jednostek monetarnych (CHF lub PLN) nie jest „kwotą kredytu”.
  2. Ustawodawca nie precyzuje, którego rodzaju kredytu dotyczy zastrzeżenie. Ale jeśli konieczność „wyliczenia kwoty kredytu” odnosiłaby się do kredytów indeksowanych, to podaną w umowie ilość złotych należałoby dopiero przeliczyć na kwotę kredytu w CHF. Wówczas to frank szwajcarski byłyby walutą kredytu, i takaż powinna zostać ustanowiona hipoteka.
  3. Jeśli natomiast konieczność „wyliczenia kwoty kredytu” odnosiłaby się do kredytów denominowanych, to podaną w umowie ilość franków należałoby dopiero przeliczyć na kwotę kredytu w PLN. Wówczas to złoty polski byłby walutą kredytu, i takaż powinna zostać ustanowiona hipoteka.
  4. Istnieje także trzecia teoretyczna możliwość, że w przypadku obu rodzajów kredytu należy dokonać przeliczenia. Wówczas walutą kredytu indeksowanego byłby frank szwajcarski, a jednocześnie walutą kredytu denominowanego – złoty polski.
  5. Możliwość, że w ogóle nie ma potrzeby przeliczania, i że podana w umowie ilość jednostek monetarnych (PLN lub CHF) jest bezpośrednio „kwotą kredytu” – łamie pierwsze założenie o racjonalności działań ustawodawcy.

 

Paradoks Glapińskiego:

  • Możliwe jest, że wskazując na konieczność „wyliczenia kwoty kredytu” ustawodawca odnosił się do kredytów indeksowanych. Zatem powinny one mieć hipoteki we frankach. A nie mają.
  • Możliwe jest, że wskazując na konieczność „wyliczenia kwoty kredytu” ustawodawca odnosił się do kredytów denominowanych. Zatem powinny one mieć hipoteki w złotych. A nie mają.

 

Pytanie:

Jak wobec powyższego paradoksu przyjąć, że hipoteki w kredytach indeksowanych lub denominowanych są prawidłowo ustanowione, a sektor bankowy jest bezpieczny?

 

 

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Paradoks

  • Panie Tomaszu,

    nie jestem pewien czy mamy tutaj do czynienia z paradoksem. Kwestia hipotek nie wygląda tak niepoprawnie jak Pan to obrazuje. Dla indeksowanych jest PLN, dla denominowanych CHF. Kluczem do zrozumienia ew. pomyłki jest odpowiedź na pytanie czym jest “kredyt” oraz czym jest umowa “denominowana” a także prawidłowe odczytanie zwrotu “w szczególności”.

    A. Kredyt jest zobowiązaniam banku do oddania do dyspozycji określonej kwoty środków pieniężnych. Tajemnicę “oddania do dyspozycji” opisuję na blogu. Dług związany z wykorzystaniem kredytu jest czymś osobnym.

    B. Umowa denominowana jest jeszcze bardziej misternym bytem. Wszyscy doszukujemy się “denominacji” z uwagi na wymianę pieniądza z lat 90. która została tak nazwana. Nie ma czegoś takiego jak “klauzula denominacyjna” w umowie denominowanej. Jest to po prostu umowa wyrażona w walucie obcej. Świadczy o tym wykładnia systemowa a także języka specjalnego oraz potocznego. Materiały NBP oraz słownik PWN stosuje słowo “denominowany” w sposób jednoznaczny – jest to określenie wyrażenia czegoś w jakiejś jednostce pieniężnej. Tak samo stosuje się to słowo w języku angielskim. W literaturze SGPiS czytam sformułowanie “nominowany”, które jest jednak sprzeczne z językiem polskim, ponieważ nominacja oznacza co oznacza.

    C. “w szczególności” jest to zwrot należący do języka prawnego, znaczający przykładowe wyliczenie, nie zamykające definicji. Słowo to definiuje Dz.U. 2002 nr 100 poz. 908 Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 20 czerwca 2002 r. w sprawie “Zasad techniki prawodawczej”

    art.153. 3. Jeżeli nie jest możliwe sformułowanie definicji, o której mowa w ust. 1 lub 2, można objaśnić znaczenie danego określenia przez przykładowe wyliczenie jego zakresu, wyraźnie wskazując przykładowy charakter wyliczenia przez posłużenie się zwrotami: „w szczególności” albo „zwłaszcza”.

    Dodam, że przyjmując powyższe cały system się upraszcza, co oznacza że hipoteza jest prawdopodobnie prawidłowa. Możemy założyć nieracjonalność ustawodawcy, ale nie powinniśmy zakładać szaleństwa. Zbyt skomplikowany system świadczyłby o szaleństwie. W które wątpię. Mogę założyć cwaniactwo, próbę obejścia polskiego prawa, które sam ustawodawca ustanowił, ale nie skrajne szaleństwo. Rządzą nami ludzie nie za bardzo uczciwi, ale nie głupcy.

    Nie jestem pewien czy to publikowałem. Chyba nie. Poczyniłem kilka notatek ma temat wykładni określenia kredyt denominowany lub indeksowany do waluty innej niż waluta polska. Oto analiza:

    ~~~

    Przyczynek do wykładni określenia “kredyt denominowany lub indeksowany do waluty innej niż waluta polska”

    Po ogłoszeniu nowelizacji prawa bankowego z 2011 r. w ramach pakietu tzw.ustaw antyspreadowych, umowa kredytu art.69 Prawa bankowego wzbogaciła się o punkt 4a) mówiący, że:

    art.69 ust.2 pkt 4a)w przypadku umowy o kredyt denominowany lub indeksowany do waluty innej niż waluta polska, szczegółowe zasady określania sposobów i terminów ustalania kursu wymiany walut, na podstawie którego w szczególności wyliczana jest kwota kredytu, jego transz i rat kapitałowo-odsetkowych oraz zasad przeliczania na walutę wypłaty albo spłaty kredytu;

    Od daty wprowadzenia nowych przepisów przedstawiciele sektora bankowego oraz prawnicy nie mogą sobie poradzić z wykładnią tego przepisu, czyli prawidłowym jego odczytaniem. Z grzeczności pomijając przykłady nieporadnego odczytania art.69 ust.2 pkt 4a), pozwolę przypomnieć źródło tego zapisu.

    Rekomendacja S z 2006 roku zawiera określenia identyczne lub tożsame z treścią punktu 4a). Kluczowa jest rekomendacja 5.2.2 pkt a), b), oraz c)

    Rekomendacja 5.2.2. W każdej umowie, która dotyczy walutowych ekspozycji kredytowych powinny znaleźć się co najmniej zapisy dotyczące: a) wartości ekspozycji kredytowej w walucie obcej (w przypadku ekspozycji kredytowych indeksowanych kursem waluty obcej dopuszcza się poinformowanie klienta o wysokości ekspozycji kredytowej i wysokości rat kapitałowo-odsetkowych w walucie obcej odrębnie po wypłacie kredytu), b) wysokości rat kapitałowych i rat odsetkowych w walucie obcej, c) sposobów i terminów ustalania kursu wymiany walut, na podstawie którego, w szczególności, wyliczana jest wartość rat kapitałowo-odsetkowych,

    , zawierająca treść prawie identyczną z treścią art.69 ust.2 pkt 4a)

    art.69 ust.2 pkt 4a) w przypadku umowy o kredyt denominowany lub indeksowany do waluty innej niż waluta polska, szczegółowe zasady określania sposobów i terminów ustalania kursu wymiany walut, na podstawie którego w szczególności wyliczana jest kwota kredytu, jego transz i rat kapitałowo-odsetkowych oraz zasad przeliczania na walutę wypłaty albo spłaty kredytu;

    Tutaj należy przyznać, że ustawodawca zamienił “ekspozycję kredytową” na “kwotę kredytu”, czyli dług kredytobiorcy na dług banku. Pomyłka taka rozmywa mit racjonalnego ustawodawcy, który przecież wie czym jest kredyt. Ta wiedza wynika co najmniej z art.77 Prawa bankowego. Tak więc należy przyjąć, że wyliczana kwota kredytu dotyczy kwoty która pojawi się w umowie denominowanej, a która została przez bank wyliczona na podstawie wartości PLN podanej we wniosku kredytowym.

    Broniąc racjonalnego ustawodawcy należy także podkreślić znaczenie zwrotu “w szczególności”, który należy do języka prawnego a oznacza przykładowe wyliczenie, nie zamykające definicji. Słowo to definiuje Dz.U. 2002 nr 100 poz. 908 Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 20 czerwca 2002 r. w sprawie “Zasad techniki prawodawczej”

    art.153. 3. Jeżeli nie jest możliwe sformułowanie definicji, o której mowa w ust. 1 lub 2, można objaśnić znaczenie danego określenia przez przykładowe wyliczenie jego zakresu, wyraźnie wskazując przykładowy charakter wyliczenia przez posłużenie się zwrotami: „w szczególności” albo „zwłaszcza”.

    Natomiast rekomendacje 5.1.5 oraz 5.1.7 zawierają informacje o walucie kredytu lub zastosowaniu indeksacji.

    Rekomendacja 5.1.5. Rekomenduje się, aby banki w pierwszej kolejności oferowały klientom kredyty, pożyczki lub inne produkty w złotych. Bank może złożyć klientowi ofertę kredytu, pożyczki lub innego produktu w walucie obcej lub indeksowanego do waluty obcej dopiero po uzyskaniu od klienta banku pisemnego oświadczeni

    Rekomendacja 5.1.7. Rekomenduje się, aby bank przedstawiając klientowi ofertę kredytu, pożyczki lub innego produktu, w walucie obcej lub indeksowanego do waluty obcej

    Zastosowanie określenia “kredyt w walucie obcej lub indeksowany do waluty obcej” jest tożsame z użytym w art.69 ust.2 pkt 4a) “kredyt denominowany lub indeksowany do waluty innej niż waluta polska”

    Podsumowując:
    – “kredyt denominowany w walucie obcej” jest synonimem “kredyt w walucie obcej” a oznacza umowę wyrażoną w walucie obcej z możliwą klauzulą przeliczeniową do waluty polskiej
    – “kredyt indeksowany do waluty obcej” jest synonimem “kredyt indeksowany do waluty innej niż waluta polska”.

    Pozostawiam otwartym pytanie czy w/w konstrukcje są legalne. Nie są dopuszczalne określenia “klauzula denominacyjna”, czy też “kredyt denominowany do waluty obcej. Dlaczego prawnicy a za nimi także my uważamy że jest inaczej? Nie wiem.

    ###

    Żródła:

    1. Rekomendacja S, https://mozilla.github.io/pdf.js/web/viewer.html?file=https%3A%2F%2Fcors-anywhere.herokuapp.com%2Fhttps%3A%2F%2Fdocs.google.com%2Fuc%3Fid%3D0ByDcOdN-T_PVWkM0V3dhci0wWnM%26export%3Ddownload#page=27

    2. Prawo bankowe, https://www.arslege.pl/umowa-kredytu/k20/a12150/

    3. Technika prawoznawcza, https://mozilla.github.io/pdf.js/web/viewer.html?file=https%3A%2F%2Fcors-anywhere.herokuapp.com%2Fhttps%3A%2F%2Fdocs.google.com%2Fuc%3Fid%3D0ByDcOdN-T_PVRk52SmMxRmc3Xzg%26export%3Ddownload#page=15

    • Tomasz Nowak

      .

      Vox populi, vox dei – zatem tłumaczymy publicznie dalej rzeczy oczywiste 😉

      Najpierw tło ogólne:

      1) Dlaczego odwołuję się do znowelizowanego w roku 2011 PrBank, choć nasze umowy są wcześniejsze, i jak słusznie zauważył pan Ryszard – prawo nie działa wstecz.

      Sprawa jest bardzo prosta. Do roku 2011 nie mieliśmy w PrBank w ogóle terminu “k. indeksowany/denominowany”. Zatem PrBank, jako takie, nie zezwalało na udzielanie takich kredytów. Przedstawiciele sektora bankowego (a za nimi sądy) twierdzą, że zastosowano tu swobodę umów i wykorzystano waloryzację umowną.

      Dowód: http://zbp.pl/wydarzenia/24-prawdy:
      “Kredyty walutowe [TN: wg ZBP to są k. indeksowane/denominowane] znajdują swoje oparcie w art. 358(1) par. 2 Kodeksu
      cywilnego, który przewiduje umowną waloryzację. Strony umowy mają
      możliwość ustalenia waloryzacji kredytu za pomocą miernika wyrażonego w
      walucie obcej.”

      Skoro tak, to należy zauważyć, że KC nie zmienił się w tym zakresie od, jak pamiętam, roku 1990. Zatem jeśli w roku 2011 ustawodawca przyjął, że k. indeksowane/denominowane są kredytami w walucie polskiej (co jednoznacznie potwierdza brzmienie ustawy oraz wszystkie opinie prawne gremiów konsultowanych podczas uchwalania noweli PrBank), to nie można przyjąć, że w latach 2004-2010 było inaczej. Bo niby na jakiej podstawie, skoro KC się nie zmienił?
      Ergo: Kredyty indeksowane/denominowane, mimo, że zawarte przed 2011, powinny być udzielone w duchu noweli PrBank (które bazuje na niezmiennym KC). A więc, zawierać np. “szczegółowe zasady określania kursu walut” (i do zawierania aneksów “uzdrawiających” ustawodawca zachęcał).

      Po drugie – nie może być tak, że dwa kredyty oferujące dokładnie ten sam mechanizm (wypłata w złotych kwoty określonej ilością franków) są traktowane różnie. W przypadku banku NORDEA są to bez wątpienia kredyty złotowe (skorzystano jawnie z mechanizmu waloryzacji, która – przypominam – zmienia wysokość zobowiązania, ale nie walutę!), a w przypadku banku PKO BP mam wierzyć że są to kredyty dewizowe (tzw. walutowe), choć zgodnie z umową nie było nawet możliwości wykorzystania (przelania) dewiz.
      Skoro prawo mamy dokładnie takie samo dla wszystkich banków, to ten sam mechanizm ekonomiczny musi mieć identyczną reprezentację prawną. Nie ma innej możliwości. Bo inaczej tworzymy niepotrzebne byty, które niczym od siebie się nie różnią. I jesteśmy skazani na banki w kwestii interpretacji – jak bank powie, że kredyt jest złotowy, to będzie złotowy, a jak zaprzeczy, to też OK. Ale to nie widzimisię prezesa Jagiełły ma decydować o walucie kredytu, ale przepisy prawa, które zostały prawidłowo inkorporowane do umowy. Kropka.

      2) Zagadnienie “kwoty kredytu”
      Niestety mamy zakorzenione przez sektor bankowy oczekiwanie, że kwota kredytu musi być w umowie bezwzględnie podana w wartości liczbowej. W/g mnie nie ma takiego przymusu. PrBank stosuje termin “określić .. kwotę kredytu”, co nie musi oznaczać podać wprost jest wartość liczbową. Równie dobrze można podać ilość jakiegoś dobra referencyjnego (np, ilość waluty obcej) i sposób wyznaczenia jego ceny (“szczegółowe zasady określania kursu”), by dopiero w chwili wypłaty kredytu “wyznaczyć kwotę kredytu”. Czyli bank teoretycznie może zapisać w umowie: “udzielam kredytu w złotych, w kwocie wystarczającej na zakup dwóch kwintali żyta, w/g cen ustawowych z dnia zakupu”. I to jest OK. Tak właśnie działa klauzula zbożowa (vide: podatek rolny w Polsce), i na tej samej zasadzie klauzula walutowa.

      Dowód:
      W.Pyzioł – Umowa o kredyt bankowy 1986 . – str. 95:
      “W każdym przypadku bank oddaje do dyspozycji kredytobiorcy określoną
      ilość środków pieniężnych. Nie oznacza to jednak, iż strony w umowie
      muszą określić sumę kredytu w sposób cyfrowy. Wystarczy w tym względzie
      określenie podstawy do wyznaczenia wysokości kredytu w przyszłości.
      Możliwe jest więc określenie w umowie np. jedynie rodzaju zobowiązań
      kredytobiorcy wobec osób trzecich, które będą następnie pokrywane przez
      bank w ciężar sumy kredytu. Choć Pyzioł podkreśla też uczciwie, że: W polskiej praktyce bankowej za regułę należy uznać określenie w umowie sumy kredytu w sposób sztywny /cyfrowo/. ”

      Żmij:
      “Od sytuacji “wyrażenie zobowiązania” (np. obowiązku zapłaty ceny) w
      walucie obcej należy rozróżnić posłużenie się tzw. klauzulą walutową.
      Chodzi tu o zapis umowny, na podstawie którego jedna strona zobowiązuje
      się zapłacić drugiej określoną kwotę w złotych, stanowiącą równowartość
      kwoty wyrażonej w walucie obcej, po określonym kursie. Otóż takie
      postanowienie jest dopuszczalne w myśl 358(1) par.2 k.c.
      Potwierdził to Sąd Najwyższy w kilku swych orzeczeniach, a przede wszystkim w
      uchwale z 13 marca 1992r. (1 PZP 14/92, OSN 1993 z.9, poz. 160)”

      Truszkiewicz:

      “Zasadą jest, że kredytu udziela się w walucie polskiej (art. 358 k.c.)
      … Przyjmuje się, że udzielony kredyt może być wyrażony także w innej
      walucie niż waluta polska. Kredyt wyrażony w walucie obcej jest jednak
      kredytem złotowym, tzn. kredyt jest udostępniany w walucie polskiej, i
      zazwyczaj spłacany w tej walucie”.

      3) Odnośnie terminu kredyt “denominowany”.
      Niestety, z winy banków, mamy tu niezły bałagan. Zgodnie z definicją, i przed erą k. frankowych, termin “k. denominowany” oznaczał w Polsce wyłącznie kredyt w walucie obcej (a więc dewizowy, czyli taki z możliwością wypłaty dewiz). A dlaczego “denominowany”? Dlatego, że krajowe banki nie mogą kreować w kredytach bezpośrednio dewiz. Kreują zatem najpierw złotówki, które za pomocą odpowiednich operacji bankowych zamieniają na dewizy, które są następnie udostępniane kredytobiorcy. A więc kredyt jest “denominowany” ze złotych do waluty obcej. I ładnie to tłumaczy Molis (nie pamiętam dokładnej referencji, ale pan Ryszard to na pewno znajdzie w swoich archiwach).

      Co więcej, jeszcze do niedawna, wszystko co nie było udzielone w k. dewizowym (prawdzie denominowanym), nazywaliśmy “indeksowaniem” (także późniejsze k. “denominowane” – frankowe).

      Dowód:
      NBP – “Należy podkreślić, że kredyt w walucie polskiej „denominowany lub
      indeksowany”w innej walucie niż polska, jest kredytem w złotych.
      Przyjęcie klauzuli INDEKSOWEJ w postaci innej waluty …nie przekreśla
      faktu, że zobowiązanie zostało wyrażone w złotych”

      Zmiana terminologi (“k. denominowany”) nastąpiła w chwili, gdy bankom zaczęło się wydawać, że podanie ilości franków w umowie (waloryzacja umowna), zmienia jednocześnie walutę kredytu. Co jest kosmiczną bzdurą. Bo wówczas należałyby przyjąć, że walutą kredytu waloryzowanego ceną żywca jest 1 KNUR. A zastosowanie koszyka walut (bo przecież też tak można) zmienia walutę kredytu na 1. EuroFranka!

      Na straży tego, jak traktować kredyt, czyli kiedy uznać, że kredyt jest udzielony w walucie obcej, a kiedy tylko “waloryzowany” stoi Prawo Dewizowe (zwłaszcza art. 2, który bardzo jasno definiuje co jest “obrotem wartościami dewizowymi w kraju”).
      Dlatego uważam, ze szczytem bezczelności było w 2008 stwierdzenie prezesa Bańki, że zasada walutowości jest fikcją – i Bańka powinien być ścigany z mocy prawa.
      (http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/13930,zaplata_w_walucie_obcej_bedzie_mozliwa.html)

      Ale wracając do obecnych k. “denominowanych” – to tu faktycznie mamy duży kłopot. Bo zgodnie z mechanizmem waloryzacji i intencją noweli PrBank z 2011, winny to być kredyty udzielone w złotych, w których wyłącznie miernik wartości jest podany z pomocą ilości CHF. Natomiast brzmienie zapisów niektórych umów już nie jest takie jednoznaczne. I Sądy teraz mają kłopot – a my z nimi.

      Dlatego w praktyce spotyka się trzy opcje:
      a) Sądy mówią, że “kredyt w denominowany, ze spreadem, jest udzielony w złotych” (i tu zwłaszcza orzecznictwo skarbowo-podatkowe, choć nie tylko, jest absolutnie jednoznaczne);
      b) zawsze można zamknąć oczy na brzmienie PrBank (które obecnie jawnie inkorporuje niezmienne od 1990 postanowienia KC w sprawie waloryzacji umownej), i PrDew (definicja obrotu dewizowego w kraju), oraz nie sugerować się zdrowym rozsądkiem oraz opiniami NBP, SN, ZBP – i twierdzić: “Jak jest podana liczna w CHF, to musi być frankowy, I chmaj, że bez możliwości wypłaty!”;
      c) albo można na siłę przerobić k. denominowany w k. dewizowy – usuwając zapisy uniemożliwiające wypłatę franków (casus głośnej sprawy mec. Korpalskiego).

      Jak już krytykujemy sądy – to zupełnie nie zgadzam się z sugestią niektórych sądów, że chciliśmy otrzymać kredyty walutowe (np. stwierdzenie sądu w sprawie prowadzonej przez mec. Garlacz). Intencją kredytobiorcy był kredyt złotowy oprocentowany w/g LIBOR. I dokładnie taką ofertę banki mogły przedłożyć, za pomocą dwóch umów: kredytu złotowego + umowy CIRS. Uzyskanoby dokładnie oczekowany efekt ekonomiczny, i to absolutnie zgodnie z prawem. Ale to wymagało rezygnacji z machlojek na spreadzie (bo w CIRS musi on być jasno określony) i zastosowania pełnej informacji (MIFID). Dlatego banki wcisnęły mechanizm “kredyt złotowy + CIRS” w ramy waloryzacji umownej, do której taka konstrukcja zupełnie nie przystaje.

      4) Zupełnie osobna jest sprawa, czy kredyt waloryzowany może być podwójnie waloryzowany (i kursem waluty i zmiennym oprocentowaniem). Ale tego nie poruszam, bo tego dylematu system sądowy w Polsce jeszcze nie zauważył.

      Na koniec, pokrótce odnosząc się do komentarzy p. Ryszarda:

      Ad 1 – oczywiście, że prawo nie działania prawa wstecz, ale to nie tłumaczy, że umowy sprzed 2011 są z definicji zgodne z prawem.
      KC się nie zmienił od 1990, zatem rozumienie mechanizmu waloryzacji (na który powołują się banki) w roku 2008 i 2011 musi być takie samo.

      Ad.2 Oczywiście, że znaczenie terminu “w szczególności” jest ważne. Ale równie ważne jest znaczenie terminu “wyliczenie kwoty kredyty” – i z jakiego powodu on się tam pojawił.
      Niestety p. Ryszard, mimo wielu prób, nie wyjaśnił racjonalnie celu tego zapisu. Tłumaczenie, że ustawodawca myli kredyt (kwotę do dyspozycji) z długiem (kwotę wykorzystaną), nie może być przyjęte (nie można zakładać, że ustawodawca nie rozumie prawa).

      Ad. 3 Rekomendacja S nie jest spójna:
      W punkcie 5.2.2 używa się terminów “kredyt walutowy” oraz “indeksowany”, a
      w 3.1.4 sugeruje się, że “kredyt walutowy” to nazwa zbiorcza dla wszystkich umów odniesionych do waluty obcej. Nigdzie też nie występuje termin “k. denominowany” (a już wcześniej tłumaczyłem dlaczego. Np. Kwaśniak (szef KNF) używał terminu “k. indeksowany” do obu)

      Na marginesie – jeszcze raz polecam zapoznać się z pkt 4.1.8, bo szalenie ciekawy 😉

      • Karo Buko

        Populi dziekuje za odp 🙂

      • Rafał Ostrowski

        AD 1 pk 2:
        “Po drugie – nie może być tak, że dwa kredyty oferujące dokładnie ten sam mechanizm (wypłata w złotych kwoty określonej ilością franków) są traktowane różnie. W przypadku banku NORDEA są to bez wątpienia kredyty złotowe (skorzystano jawnie z mechanizmu waloryzacji, która – przypominam – zmienia wysokość zobowiązania, ale nie walutę!), a w przypadku banku PKO BP mam wierzyć że są to kredyty dewizowe (tzw. walutowe), choć zgodnie z umową nie było nawet możliwości wykorzystania (przelania) dewiz. ”

        To już zależy od konstrukcji umowy, W przypadku denominowanego moim zdaniem jest ona nieważna, pomimo, że banki wykonuja ja tak samo jak indeksowaną.

        Ja mam umowę z BGZtu – kredyt “denominowany”.
        CAŁA ta umowa nie wspomina o żadnych złotówkach – jedyne przeliczenie z CHF na PLN jest odnośnie podanego CKK i pierwszej wpłaty na UNWW !!!! Wszystkie kwoty są podane w CHF.
        Jedynie regulamin kredytu – do którego odwołuje się umowa wspominając, że obowiązuje w sprawach nieuregulowanych w umowie – mówi, że kredyt walutowy jest wypłacany i spłacany w PLN po kursie obowiązującym w banku. Wiadomo, że ten zapis jest “arbuzem”, dlatego należy go wygumkować z umowy (w moim wypadku o tle łatwiej że trudno będzie bankowi twierdzić, że regulamin negocjował indywidualnie ze kredytobiorcą), w tym momencie okazuje się, że ta umowa w żaden sposób nie wiąże kwot wymienionych w umowie w CHF z jakimikolwiek operacjami wykonywanymi w PLN.
        Wychodzi, że Bank umowy nie wykonał – nie udostępnił kredytobiorcy CHFów, a operacje w PLN nie są wykonywane na podstawie jakiejkolwiek zapisów z tej umowy.

        Jedyny sposób – moim zdaniem – aby umowe denominowaną uczynić legalną, to wnioskować, o to, aby wszystkie kwoty w umowie wyrażone w CHF zamienić na wartości rzeczywiste wyrażone w PLN.

        Dodatkowo zapisy umowy denominowanej łamią zasadę walutowości obowiązującą bodajże do 2011r, -. http://styczynski.blogspot.com/2017/01/przyczynek-do-wykadni-okreslenie-kredyt.html

  • Tomasz Nowak

    Panie Ryszardzie,

    No oczywiście, że paradoks jest tylko pozorny 😉
    Rozwiązanie zagadki polega na odrzuceniu założenia, że kredyty denominowane powinny mieć hipoteki w walutach. Wówczas się wszystko prawnie zgadza. Tylko banki mają kłopot z poprawnym zabezpieczeniem
    kredytów denominowanych. No ale to już kłopot Glapińskiego …

    Co do Pańskich uwag:
    1) Przyjęcie Pańskiej tezy, że hipoteką “dla indeksowanych jest PLN, dla denominowanych CHF” skutkuje wnioskiem, że w ogóle nie ma potrzeby „wyliczenia kwoty kredytu”, bo podana w umowie ilość jednostek
    monetarnych (PLN lub CHF) jest bezpośrednio „kwotą kredytu”. Ale to łamie założenie o racjonalności działań ustawodawcy, bo przecież w jakimś celu owo „wyliczenia kwoty kredytu” uwzględnił.

    2) Termin “w szczególności” nie ma tu najmniejszego znaczenia. Owo „wyliczenia kwoty kredytu” może dotyczyć wyłącznie kredytów denominowanych, a indeksowanych już nie musi. Może to być owszem przykładowe wyliczenie, ale któregoś z rodzaju kredytów dotyczyć musi. Ustawodawca nie przywoływałby „wyliczenia kwoty kredytu” jeśli w ogóle nie było by takiej potrzeby.

    3) Co do Rekomendacji S – tu kwestii jest kilka:

    a – Rekomendacja S nie jest źródłem prawa, Takowym jest natomiast art 69 Prawa bankowego;

    b – Rekomendację S pisało kilka osób, i każda miała swoją wizję “walutowości”. W słowniczku pojęć jest “walutowa ekspozycja kredytowa” (obejmująca wszystkie kredyty uzależnione od waluty obcej); w punkcie
    3.1.4 używa się terminu “kredyt walutowy” (również zapewne do wszystkich kredytów); a w punkcie 5.2.2 używa się wyłącznie terminów “kredyt walutowy” oraz “indeksowany” (o “denominowanym” w ogóle się nie mówi, dlatego nie bardzo wiadomo do jakiej grupy KNB go zaliczył – i nie można automatyczne zaliczyć go do “walutowych”);

    c – o tym, że KNB doskonale wiedziała o problemie z hipotekami świadczy dobitnie pkt 4.1.8 – polecam uwadze. Tam jest ostrzeżenie jak byk!

    d – powoływanie się na pkt 5.2.2. Rekomendacji S, ma jeszcze mniejszą moc argumentacyjną niż przywołanie twierdzeń NBP, SN i ZBP. Aby wymienić te najbardziej oczywiste:

    „Należy podkreślić, że kredyt w walucie polskiej „denominowany lub indeksowany”w innej walucie niż polska, jest kredytem w złotych. Przyjęcie klauzuli indeksowej w postaci innej waluty …nie przekreśla faktu, że zobowiązanie zostało wyrażone w złotych”:
    http://orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/0/74B40D99361DC6CAC12578C60042584B?OpenDocument

    „Kredyt udzielony w walucie polskiej (choćby indeksowany, czy denominowany w innej walucie, co wpływa tylko na jego wysokość), powinien być spłacany w walucie polskiej.”:
    http://orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/0/A430E654664F68C3C12578CB002B2ECF?OpenDocument

    „… kredyt denominowany lub indeksowany do waluty obcej nie jest na pewno w niej udzielony…”
    http://orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/0/2EC20C135A0B96F6C12578D4004464C0?OpenDocument

    Uchwała ZBP 24/2011, pytanie 2, 8: “denominowany/indeksowany … kredyt – nie będący walutowym”:
    http://www.zbp.pl/public/repozytorium/dla_bankow/prawo/rada_prawa_bankowego/cele/img_Y16153913.pdf

    Podsumowując, paradoksu Pan nie rozwiązał 😉

    • Panie Tomaszu,

      Pan Glapiński może spać spokojnie. Niestety wywód nie oparty na języku prawa nie spowoduje braku snu Prezesa NBP.

      Hipoteka dla umów denominowanych musi być wyrażona w walucie obcej, ponieważ tak umowa wyraża dług w tej walucie. Umowy denominowane wyrażone są w walucie obcej, łącznie z kwotą i walutą kredytu. Doprawdy trudno jest to podważać. Próba wykazania, że umowy te e facto wyrażają kwotę kredytu w złotym polskim, oznacza złamanie art.69 Prawa bankowego z uwago na brak oznaczenia kwoty i waluty kredytu, co jest essentialia negotii umowy kredytu. Umowa bez literalnego zapisu nie może istnieć. Ustawodawca nie dopuścił w latach 2005-2008 opóźnionego ustalenia tych parametrów. To co się dzieje po 2011 roku nie ma wpływu na ocenę prawną umów zawartych przed tym terminem.

      Analizując wiele dostępnych nam materiałów jestem przekonany do jednej podstawowej sprawy: nie możemy ślepo opierać się na ocenach innych osób, ponieważ rozwój wiedzy w tym zakresie jest na bardzo niskim poziomie. Właściwie wszyscy autorzy komentarzy na temat kredytu bankowego, czy to prawnicy czy ekonomiści, opierają się na swoich intuicjach, co prowadzi ich do niewątpliwych błędów. Aktualnie analizuję dorobek SGPiS/SGH, dostrzegając źródła problemów. Ekonomiści nie znają prawa; prawicy nie rozumieją ekonomi. Obie strony nie chcą się słuchać. To doprowadziło nas do miejsca w którym jesteśmy. Jednak to co wyznacza system prawa to ustawa, przez co dywagacje ekonomistów muszą przegrać w sądzie. Praktyka bankowa, która nie jest zgodna z prawem, pozostaje czynnością łamiąca prawo. Dlatego też swoje analizy opieram ostatecznie na ustawie.

      Wykonując analizy, stosuję technikę bazującą na myśleniu krytycznym. Czytając dowolne opracowanie, staram się zrozumieć autora i prześledzić jego tok wnioskowania. Ufam, że tylko w ten sposób możemy dotrzeć do prawdy. Musimy także odrzucić potencjalne, wygodne nam skróty myślowe. Dlaczego? Dlatego, że w przypadku sprawy sądowej, druga strona (o ile będzie to jej wygodne) podważy nasze wnioskowania. Aktualnie wygonym dla nas jest stwierdzenie, umowy denominowane to umowy złotowe. Dlaczego? Bo są z tego same plus np. dług wyrażony w PLN wynikający z wykorzystanej sumy. Prawo jednak stanowi inaczej i w sądach będziemy przegrywać, stosując taką argumentację. Doprawdy trudno jest mi zgodzić się z opinią, że umowa wyrażone w każdym jej punkcie w CHF jest umową złotową. Jest to bardzo ryzykowna akrobatyka. Ryzykowna i prowadząca do łatwej wygranej banku.

      Ad.1 Uprzejmie proszę pamiętać o zasadzie nie działania prawa wstecz, co powoduje że nie ma sensu aplikowanie prawa bankowego w brzmieniu po 2011 roku do umów zawartych przed tą nowelizację. Jest to działanie błędne od strony prawoznawstwa, ponieważ prawo nie działa wstecz. Każdy prawnik potrafi już wykazać, że nowela z 2011 nie może być aplikowana do naszych umów. Aktualne zapisy art.69, pomimo że ustawodawca starał się uchwycić praktykę bankową, nie muszą mieć nic wspólnego z rzeczywistością. To, że ustawodawca zezwala na wyliczanie kwoty kredytu po 2011, nie oznacza, że było to możliwe przed nowelizacją. Swoje rozumienie “wyliczania kwoty kredytu” przedstawiłem w poprzednim wpisie. Niestety opis ten Pan zignorował. Proszę się ponownie wczytać, jak można ów zapis zaaplikować do umowy denominowanej.

      Ad.2 Znaczenie terminu “w szczególności” jest ważne i nie można go bagatelizować. Operujemy w systemie języka prawnego. Zgoda, że “wyliczenia kwoty kredytu” może dotyczyć umów denominowanych. Nie pozostaje to w sprzeczności z faktem, że kwota kredytu w CHF będzie wyliczona na podstawie wnioskowanej kwoty PLN. Może być także tak, jak to opisuję, że ustawodawca pod pojęciem “kredyt” rozumie tak na prawdę dług. Jest to częsty błąd. Tę hipotezę należy jednak odrzucić, ponieważ art.69 jasno określa czym jest “kwota kredytu”, a jest to ilość środków pieniężnych udostępniona kredytobiorcy do korzystania w ramach celu. Udostępnienie jest pierwszą fazą umowy kredytu. Fazy kredytu, jako jedyny, opisał M.Bączyk w 1999 roku. Zaznaczę, że jego interpretacja jest zgodna z pojęciem kredytu znajdujących się w innych systemach prawnych, a także całokształtem analizy polskiego systemu prawnego (np. art.77 Prawa bankowego). Doprawdy trudno jest odrzucić interpretację trzech faz kredytu, przedstawioną przez M.Bączyka.

      Ad.3 Wykazałem, że Rekomendacja S jest dokumentem na którym bazował ustawodawca kształtując treś art.69 w noweli z 2011 r. Co więcej mogę zrobić? Czy możemy odrzucać tak oczywistą przyczyną takiej a nie innej treści art.69? Rekomendacja S nie jest źródłem prawa, jest jednak źródłem, które w bardzo kreślony sposób kształtuje zachowania przedsiębiorców z dosyć dużą mocą, mając swoje umocowanie w prawoznawstwie jako tzw. soft law, które powinno być stosowane wg zasady “zastosuj, lub wytłumacz dlaczego tego nie robisz”. Nauka prawa analizuje ten obszar. Źródła i oceny prawne parlamentarzystów czy też uchwały NBP nie mają jakiejkolwiek mocy prawnej. Po prostu żadnej. Należy je znać i starać się zrozumieć, ale robiąc to nie wolno traktować ich jako ocen prawotwórczych. Jeżeli są opublikowane bez wymaganych przesłanek, należy dokonać analizy takiej opinii, akceptując ją lub też dorzucić.

      Ostatnio czytałem orzeczenie w którym Sąd, stosując logiczne argumentacje, stanowczo odrzucił aplikowanie art.358/1 §5 do umowy denominowanej. Sąd wykazał, że umowa denominowana to umowa wyrażona w walucie obcej. Zrobił to bazując na podstawach prawa np. pojęciu rachunku bankowego. Aż bolało jak czytałem. Ale miał rację. Nie ma żadnych podstaw aby dostrzegać klauzule waloryzacyjne w umowach denominowanych. Idąc tą drogą tracimy czas i narażamy wiele osób na przegrane spory sądowe. Prawnicy muszą jeszcze wykonać wiele pracy. Pomagajmy im w tym, wątpiąc w ich oceny. Wątpiąc wymagajmy, aby umotywowali w sposób logiczny swoje wnioski. Inaczej pozostaniemy w obszarze łatwych odpowiedzi, które nie posuną rozwoju wiedzy do przodu.

      Pan Glapiński ma niestety rację. Ryzyko dla systemu finasowego, jest znikome dopóki nie wystąpią problemy natury ekonomicznej tj. osłabienie złotego powiązane ze wzrostem stóp procentowych CHF. Waluta hipoteki nie jest problemem, ponieważ żaden Sąd nie zaakceptuje przedstawionej przez Pana argumentacji z bardzo prozaicznej przyczyny – nie opiera się ona na wnioskowaniu prawniczym. Ta więc Pan Glapiński może być spokojny.

      • Tomasz Nowak

        Błądzi Pan po wielokroć! Odpiszę na priv. żeby tu nie mnożyć prywatnej korespondencji.

        • Panie Tomaszu,

          to nie jest prywatna korespondencja, wręcz przeciwnie – to jest korespondencja publiczna. Staramy się dotrzeć do prawdy. Aby jednak to zrobić nie możemy ulegać emocjom ani poddawać się naszym intuicjom. Intuicja jest złym narzędziem. Aby dotrzeć do prawdy musimy myśleć krytycznie, znajdować przesłanki, poddawać je analizie i łączyć w logiczną całość z innymi elementami tej układanki. Robiąc to musimy pamiętać o domenie prawa ,w której stosuje się określone narzędzia np. wykładnię prawa. Ja stosuję metodę J.Wróblewskiego. Skutki zaskoczyły nawet mnie samego.

          Będąc konsultantem technicznym wiem, że jest to jedyna droga do sukcesu podczas analizy złożonych systemów. Operujemy z łożonym systemie; bardzo złożonym. Aby znaleźć w nim wiedzę i dotrzeć do prawdy musimy stosować odpowiednie metody analityczne. A prawda nas wyzwoli. Racja jest po naszej stronie i tylko prawda pozwoli nam wygrać.

          Pozostawmy spekulacje i dywagacje amatorom. Uleganie autorytetom pozostawmy tym którzy nie znają zakamarków psychologi, ujawnionych przez eksperymenty Ascha i Milgrama.

          Postępując jak naukowcy, dotrzemy do prawdy.

          -Ryszard Styczyński

        • Karo Buko

          Panie Tomaszu, jeśli można, ja też prosiła bym o odpisanie publicznie – żywotnie interesuje mnie ta korespondecja “prywatna” 🙂
          Pozdrawiam serdeczenie,
          Karo