Zapraszamy na bezpłatne konsultacje i zachęcamy do wsparcia naszych działań

Poradnik  (anty)frankowicza –  Fakty i mity

Opublikowany w maju br. dodatek biznesowy do DGP  „ Poradnik frankowicza”, swój  przewodni artykuł tytułuje  „Druga strona medalu”, nie precyzując jakiego, więc może to chodzi o medal „za zasługi dla rozwoju bankowości”?  Opisuje  w nim mity, które zdaniem  autora/ów wymagają sprostowania albo wyjaśnienia, w ramach  równoważenia stronniczej  narracji tzw.  kancelarii „frankowych”, których ostatnio się namnożyło. Stwierdza też, że obraz świata nie jest czarno biały, z czym  można się zgodzić, bo zawarte w nim teksty prezentują problem raczej szaro. Trochę światła dodają  opinie  znaczących autorytetów  ekonomicznych  i prawnych, którzy przedstawiają sprawę niezbyt optymistycznie dla kredytobiorców, ale  słusznie zauważają, że publiczna dyskusja i emocje niewiele wnoszą do sprawy, jednak  zamieszczone artykuły  raczej te emocje wzmacniają. Nie da się ukryć, że nagłaśnianie tematu zwane „ofensywą medialną prawników” nieco irytuje autorów poradnika.  Niewątpliwą zaletą jest to, że wywołał on zainteresowanie wielu autorytetów i w konsekwencji ciekawą merytoryczną polemikę/dyskusję na łamach prasy, którą warto śledzić. Poradnik  próbuje wyjaśnić niektóre, ale też  przy okazji kreuje  kolejne mity na temat kredytów złotowych indeksowanych do walut obcych, bo jego adresatem są raczej „antyfrankowicze”, czyli ci, którzy mieliby ponieść ekonomiczne konsekwencje rozwiązania problemu. Mogą być one znaczące, jednak nie można  pomijać  faktu, że  frankowicze dochodzą  należnych im praw, potwierdzonych stanowiskiem TSUE i szeregu ważnych instytucji krajowych.  Jako że podobnych publikacji dotyczących pierwszej strony medalu nie było, warto podjąć próby rozświetlenia  narastających  mitów i niedopowiedzeń,  przedstawić trochę faktów, i merytorycznych aspektów problemu, który będzie przedmiotem licznych debat przez najbliższych kilka lat. Oby nie dłużej.

Artykuł autorstwa Ireneusza Łazarskiego – prawnika, biegłego rewidenta. Absolwenta ekonomii i finansów Georgetown University, Washington,

Prof. Ewa Łętowska w swoim  polemicznym opracowaniu pt.  „Da mihi factum – dabo tibi ius” do artykułu prof. Pisulińskiego, przedstawiła problem, który stanowi fundament do dalszych rozważań prawnych, a także rozstrzygnięć sądowych, Z kolei  prof. Robert Gwiazdowski, z uczelni Łazarskiego,  podkreśla wagę ekonomicznych aspektów  sprawy, zawartych w paremii„da mihi factum” (daj mi fakty), zarzucając prawnikom, że je ignorują. To fakty ułatwiają  przyporządkowanie  konkretnej normy (reguły) prawnej, czyli dokonania prawidłowej subsumpcji.  Jednak prof. Gwiazdowski  nie przedstawił, o jakie fakty miałoby chodzić.  A ekonomiczna strona kredytów indeksowanych  jest wyjątkowo  interesująca, jak się okazuje,  nie tylko dla frankowiczów.

Nie wchodząc w polemikę rozważań prawnych dotyczących ważności czy  unieważnienia umowy,  conditio sine causa, conditio indebiti, czy conditio causa finita, dwie kondykcje, czy teoria salda itp., ważne jest to,  że klauzule indeksacyjne/waloryzacyjne zostały uznane za abuzywne.  Szczegóły możliwych rozwiązań prawnych, podstaw rozstrzygnięć i ich konsekwencji, będą jeszcze dyskutowane, ale wiele faktów można już podać, chociażby po to, by  ułatwić zrozumienie zagadnienia, bo  tytuł owej publikacji winien raczej brzmieć „Poradnik antyfrankowicza” .   Aby zapewnić podtrzymanie zainteresowania tematem, podobny tytuł przyjmijmy do niniejszego opracowania

 

Z punktu widzenia ekonomii/finansów  sprawa nie jest trudna. Banki mają  wybitnych  specjalistów, narzędzia analityczne oraz niezbędne dane, więc mogłyby z łatwością  rozważyć wszystkie scenariusze i zaproponować klientom optymalne rozwiązania. Ale tego nie robią. Problem nie spadł z nieba, bo to banki, w oparciu o zmiany prawa poszerzyły  asortyment ofert kredytowych, przygotowując  atrakcyjne oferty kredytów złotowych indeksowanych do walut obcych. Przed rokiem 2009,  oprocentowanie kredytów było  wysokie,  więc skonstruowano oferty, które wskazywały, że  wymogi zdolności kredytowej i   oprocentowania mogą być znacząco niższe, czyli bardziej atrakcyjne. Zamiast zmagać się z ową zdolnością, a często niezdolnością, klientowi łatwiej było podpisać umowę, nieco inaczej skonstruowaną,  czasem z dodatkiem w tytule albo w treści „indeksowany do CHF”, albo nawet bez tego dodatku. A ponieważ różnica w oprocentowaniu była znacząca, nie dziwi, że  potencjalny kredytobiorca decydował się na taki właśnie kredyt. Analizując rekomendacje KNF z tamtych lat, można uznać je za mało przydatne, wręcz mylące dla  kredytobiorców. A wystarczyło zobowiązać banki do odpowiedzi na pytanie: jak będą kształtować się koszty kredytu (RRSO – roczna rzeczywista stopa oprocentowania), jeśli wartość  indeksu (umiejętnie skonstruowanego i wszczepionego do umowy), wzrośnie o 1 –  2 lub 3%?. Odpowiedź na to pytanie wykazałaby, że nawet  niewielki wzrost wartości indeksu sprawia, że oferta kredytu indeksowanego staje się niekonkurencyjna. Takiej analizy nie można było oczekiwać od konsumenta,    ale od profesjonalistów już tak.  Do dziś nikt nie podjął się  porównania obu  grup ofert, by wykazać konsekwencje ekonomiczne i odpowiedzieć: czy oferty  kredytów zlotowych indeksowanych były rzeczywiście aż tak korzystne i czy deklarowane w umowach stopy oprocentowania są zgodne z rzeczywistością? Obliczenia wskazują, że nie, bo RRSO kredytów indeksowanych są  wyższe od RRSO rzekomo droższych kredytów złotowych. Aby koszty obu wersji kredytów się wyrównały, wystarczy przyrost indeksu o 2,1%,  zwiększenie marży, a najczęściej  obu tych wskaźników po trosze. Wartość indeksu to dodatkowe, niełatwe do identyfikacji oprocentowanie, z którego tylko niewielka część zwiększa bieżące odsetki, pozostała – doliczana do kwoty zadłużenia i rozłożona na wiele lat kredytowania, co też nie jest także przypadkiem.  Z punktu widzenia ekonomii wniosek jest prosty:  udzielanie kredytów złotowych indeksowanych do walut obcych nie było działalnością altruistyczną, w których banki  rezygnowały z części swojego zarobku,  tylko dobrze skonstruowanym i skalkulowanym narzędziem finansowo – marketingowym, które już przy niewielkim wzroście  indeksu, (kursu PLN/CHF)  kompensowało utracony przychód z tytułu zastosowania LIBOR w miejsce WIBOR-u. To założenie, przyznają wszyscy, nie było obciążone  praktycznie żadnym ryzykiem, bo w   rzeczywistości wskaźnik ten  w ciągu ostatnich 12 lat wzrastał ok. 8-10% rocznie,  co zwielokrotniło efekty indeksacji i przyniosło bankom ogromne zyski. Nie można więc twierdzić, że  banki na kredytach  indeksowanych z założenia  miały zarabiać mniej, bo to byłoby niewytłumaczalne. Można  się po części zgodzić, że banki nie spodziewały się, iż zyski z indeksacji okażą się aż tak duże.

Wzorem autorów „Poradnika”  skomentujmy krążące już, i te nowe zawarte w Poradniku mity/ konkluzje  i skonfrontujmy je z rzeczywistością:

 

Mit nr. 1 Frankowicze czyli kredytobiorcy kredytów frankowych.

 

Kredyty frankowe to  kredyty złotowe, przyznane, wypłacone i spłacane  w PLN, których walutą kredytu jest PLN,  z dodatkową  klauzulą indeksacyjną do CHF, która w świetle orzeczeń TSUE i SN została uznana za abuzywną.  Po wyeliminowaniu tej klauzuli pozostają nadal kredytami złotowymi,  nawet jeśli takiej definicji brak; wówczas decydują fakty, czyli zrealizowane świadczenie banku  w PLN. Nie są to w żadnej mierze kredyty walutowe.

 

Ten mit wzbudza najwięcej kontrowersji i nie jest powszechnie rozumiany, albo wręcz celowo przedstawiany niezgodnie z rzeczywistością. Nawet w „Poradniku..” sprawa wygląda, łagodnie mówiąc, marnie, bo twierdzi  się o „przewalutowaniu z zachowaniem LIBOR”, o „ masowym przewalutowaniu kredytów frankowych na złotowe”, o „kredycie z klauzulą wymiany waluty”, „przejściu z kredytów frankowych na złotowe z LIBOR” albo że „kredyty walutowe były zgodne z ustawą” itp. . Tylko ostatnie stwierdzenie jest prawdziwe, ale ono nie dotyczy kredytów indeksowanych,  zaś pozostałe – niezgodne z rzeczywistością, bo po wyeliminowaniu klauzuli indeksacyjnej nie zachodzi żadna z tych okoliczności. Kredyt pozostaje kredytem złotowym, bez indeksacji. Nawet prof. Łętowska, odnosząc się do artykułu prof. Pisulińskiego, nie ustrzegła się tej nieścisłości, zaznaczając, że „chodzi o kredyty walutowe na cele mieszkaniowe … ” W przypadku prof. Łętowskiej nie ma to jednak wpływu na jej interpretacje prawne, ale pokazuje, jak tego typu stwierdzenia są powszechne i przyjmowane niemal jako pewnik. Prawdą jest, że tego typu umowy nie zawsze definiowały co jest walutą kredytu, czasem zawierały zwrot „indeksowany do waluty CHF”, ale specyfika każdej z nich jest podobna.  Jeśli nie zdefiniowano waluty kredytu, to o tym, że jest to kredyt w walucie PLN przesądza fakt, że  świadczenie banku zrealizowano w PLN. Przeliczenie tego świadczenia na CHF jest już pierwszym krokiem indeksacji.  Nieścisłości dotyczące definicji „waluty kredytu”  nie były więc przypadkowe, bo jak widzimy wprowadzały nieporozumienia  także wśród ważnych autorytetów prawa.

W logice prawniczej rozróżnia się pojęcia „definiendum”, wyrażenie definiowane, oraz „definiens”  – wyrażenie, za pomocą którego definicja informuje o znaczeniu wyrażenia definiowanego..   Tym „definiendum” jest kredyt złotowy, a  „definiensem”  jest jego  indeksowanie oparte na relacji walut PLN i  CHF. Przy interpretacjach nie może być tak, że owo definiendum, czyli  kredyt złotowy używa się zamiennie  z określeniem  podrzędnym jakim jest definiens, czyli indeks finansowy.

To waluta PLN jest walutą kredytu  i ona podlega  definiowaniu, czyli szacowaniu/ indeksacji za pomocą definiensa.. Definiens jest tylko narzędziem służącym do wyznaczenia indeksu w celu  aktualizowania wartości waluty kontraktu, PLN. Po wyeliminowaniu klauzuli indeksacyjnej czyli owego definiensa, pozostaje kredyt złotowy, jeśli nawet nie formalnie, to faktycznie.  A problemem dla sądów, po uznaniu klauzuli indeksacyjnej za abuzywną, pozostanie rozstrzygnięcie: czy po wyeliminowaniu  definiensa, to definiendum, czyli waluta kredytu PLN jest wystarczająco sprecyzowane.   Jeśli tak, to  nie wystąpią przeszkody dot. dalszego funkcjonowania takiej umowy, bo wszystkie essentialia negotii umowy kredytowej zostaną zachowane (zakładając, że w umowie nie ma dalszych nieścisłości). Mieszanie  tych pojęć, zapewne nie bez udziału zainteresowanych, prowadzi do błędnego rozumienia,  jakoby banki w związku z  takimi kredytami  ponosiły koszty różnic kursowych, czy ryzyka walutowego.  To miałoby uzasadniać, że przychody z indeksacji  są obarczone kosztami i ryzykiem i w związku z tym one bankom „się po prostu należą”. Niestety, w świetle rozstrzygnięć TSUE i SN, nie należą się.

Zatem przedmiotem sporu  nie są kredyty w walutach obcych, bo tam klauzula indeksacyjna  nie występuje i nie ma wątpliwości, że  jaką sumę kredytodawca wziął, (USD, EUR, CHF, YPY etc),  taką (albo jej równowartość)  zobowiązany jest, wraz z odsetkami,  oddać.  Wydźwięk „Poradnika”, jest jednak taki, że kredyty indeksowane do CHF, należało rozumieć tak samo jak kredyty udzielone w walucie obcej.

 

 

Mit nr 2. Kredyty złotowe są  droższe od kredytów indeksowanych. (spory sądowe frankowiczów powodują niezadowolenie innych kredytobiorców, szczególnie złotowych)

 

Jest to całkowita nieprawda.  Dla potwierdzenia tej tezy  przeanalizujmy rzeczywiste  koszty kredytu  złotowego (A) indeksowanego do CHF ze stawką LIBOR 3M, oraz  kredytu typowo złotowego (B)  ze stawką WIBOR 3M, za okres ostatnich 12 lat: od maja 2008 do maja 2020 (145 miesięcy).  Kredyt 300 tys. zł,  przyznany na tych samych warunkach za wyjątkiem oprocentowania (wersje A i B). Historia spłat obu tych kredytów przedstawia się następująco:

Wyszczególnienie Opcja A LIBOR 3M  indeks. Opcja B WIBOR 3M
Kredyt PLN przyznany 05/2008 300 000 300 000
Oprocentowanie średnio RRSO 10,19% 4,59%
Spłaty 05/2008-05/2020 366 467 276 929
W tym: Odsetki –   62 089 –  139 339
Saldo  na koniec 05/2020 267 947 162 410
Efekt przeszacowania 272 324
Procent przeszacowania 90,77% 0,0%
Całkowity koszt kredytu w okr 12 lat 334.413 139.339
Różnica -195.074 195.074

 

 

Porównanie  kosztów obu kredytów (tzw. RRSO): w PLN ze stawką WIBOR 3M oraz  w PLN ze stawką LIBOR 3M  indeksowanego do CHF potwierdza, że:

  1. koszty kredytu PLN indeksowanego do CHF są o 195.074 PLN wyższe niż  koszt zwykłego kredytu złotowego z oprocentowaniem WIBOR 3M.
  2. największym składnikiem kosztu kredytu indeksowanego jest koszt indeksacji; w ciągu 12 lat kwota kredytu została zwiększona o 90,77% (średnio 7,51%/rok).
  3. Oprocentowanie kredytu indeksowanego składa się z następujących pozycji (w umowie wykazuje się tylko marżę i LIBOR):

 

Wyszczególnienie  Opcja A LIBOR 3M  indeks.  Opcja WIBOR3M  LIBOR 3M  bez indeksacji
LIBOR 3M/WIBOR 3M -0,11% 3,10% -0,11%
Średnia marża 1,49% 1,49% 1,49%
Zawyżenie % odsetek 1,30%
Efekt przeszacowań 7,51%
  R-m oprocentowanie 10,19% 4,59% 1,38%

 

Ta informacja jest kluczowa, ponieważ pokazuje, że oprocentowanie  wykazane w umowie o kredyt indeksowany jest nieprawdziwe, co wyklucza konflikt kreowany przez banki,  jakoby kredytobiorcy kredytów złotowych ponosili większe koszty i byli tym sfrustrowani. Wyeliminowanie  indeksacji, i zamiana  LIBOR 3m na WIBOR 3M,  zaoszczędziłaby frankowiczowi 195.024 PLN w ciągu 12 lat.  Potwierdza to stwierdzenie internauty: „wziąłem kredyt w PLN, godząc się na pozornie gorsze warunki, ale  tego nie żałuję”. Te pozornie gorsze warunki okazują  się korzystniejsze, a zapisy umowy indeksowanej o niższym oprocentowaniu pozorne, bo pokazują tylko marżę i LIBOR, bez efektów indeksacji.  To potwierdza, że: frankowicze ponosili i ponoszą znacznie wyższe koszty kredytu niż kredytobiorcy  kredytów złotowych. Wzrost indeksu już o 2,1% rocznie, (czyli 25% w ciągu 12 lat), wyrównuje koszty  obu wersji kredytów, a przy podwyższonej marży np. o 1% wystarczy wzrost indeksu  o 1,1%.  Nasuwają się pytania: czy oferta kredytów zlotowych indeksowanych była naprawdę korzystniejsza dla kredytobiorców? Jeśli tak, to dlaczego do tych umów często stosowano niższe standardy zdolności kredytowej? Czy banki ofertując tego typu kredyty,  mogły przyjąć założenie, że będą na nich zarabiać mniej? Zakładając, że procedury przygotowania i akceptacji ofert kredytowych są sformalizowane , jakie argumenty zdecydowały o ich wprowadzeniu do obrotu? Czy tym argumentem mógł być niższy zysk?  Nietrudno było o założenie, że  ten wszczepiony indeks będzie  przyrastał min. 2 % rocznie?  Dla ekonomisty te pytania są proste, ale czy dla konsumenta także?  Wyeliminowanie  abuzywnych klauzul indeksacyjnych nie może  być rozumiane jako dyskryminacja  złotówkowiczów, bo  po pierwsze  ponosili niższe koszty kredtów, a po drugie te grupy nie mają ze sobą nic wspólnego, więc sugerowany przez banki konflikt jest pozorny.

 

MIT 3. Frankowicze nie chcą spłacać zaciągniętych zobowiązań wobec banków.

 

Jest to nieprawda. Frankowicze spłacają swoje zobowiązania i jak wskazują dane,  robią to solidniej niż inni kredytobiorcy. Natomiast nie chcą spłacać, i słusznie,  dodatkowych zobowiązań narosłych wskutek  stosowania klauzul abuzywnych/ indeksacyjnych. To indeksowanie PLN  umożliwiło bankom zwiększanie swoich należności z tytułu kredytów, które  po usunięciu klauzuli, nie mogą być uznawane za należne.

 

Mit 4. Kredyty złotowe indeksowane  do walut obcych powodowały konieczność ponoszenia kosztów różnic kursowych i ryzyka walutowego.

Jest to nieprawda.

 

W procesie indeksacji kredytu złotowego indeksowanego do CHF nie zachodzi   konieczność  angażowania waluty obcej,  a tym samym ponoszenia kosztów  różnic kursowych, czy  kosztów ryzyka walutowego.  Wszystkie operacje tj. naliczanie rat,  odsetek i ich indeksowanie   są  zapisami księgowymi, do których  stosuje się  jedynie  miernik, czyli indeks określający relację pomiędzy polskim złotym a frankiem szwajcarskim.  Do określenia jego wartości tego  potrzebna jest wyłącznie wartość liczbowa.   Indeks ten,  w postaci kursu walut PLN/CHF jest podawany we wszystkich publikatorach finansowych, pozostaje go tylko odczytać i zastosować w rachunkach.   Indeks to także instrument bazowy do wyceny/ indeksacji instrumentów pochodnych (opcji, kontraktów futures i forward),

Indeksowanie kredytu złotowego  do CHF to nic innego jak przeszacowanie  kwoty w PLN za pomocą indeksu.

Nie ma tu  żadnej możliwości zamiany ról waluty PLN na CHF lub odwrotnie, albo  przypisanie walucie CHF znaczenia innego niż określenie indeksu, czyli relacji ekonomicznej pomiędzy tym walutami. (za Encyklopedią PWN  – „indeks to w statystyce, ekonomii liczba względna/ miernik tempa zmian zjawisk ekonomicznych w określonym czasie, najczęściej cen, fizycznych rozmiarów (ilości) produkcji lub konsumpcji i wartości pieniężnych. Dla jasności – banki w swych zapisach księgowych mogły prowadzić ewidencje tych kredytów w walucie obcej, a jeśli tak robiły, nie oznacza to konieczności angażowania  waluty obcej, ale przede wszystkim nie  może to mieć wpływu na obowiązki stron wynikające z umowy.

 

 

Mit nr 5. Banki kredytodawcy utracą swoje należne przychody z umów.

 

Jeśli po wyeliminowaniu klauzuli indeksacyjnej wszystkie essentialia negotii wymienione w art. 69 prawa bankowego zostaną zachowane ( a tak jest w większości przypadków),  umowa będzie mogła być kontynuowana, wszystkie należności banku zostają zachowane, za wyjątkiem przysporzeń  będących efektem stosowania abuzywnej klauzuli.  Dotyczy to takich pozycji jak: przeszacowanie (zwiększenie zobowiązania), zawyżone odsetki i  różnice kursowe/spread, które nie są prawnie przewidziane jako koszty kredytu bankowego złotowego. Natomiast w przypadku uznania przez sąd, że po wyeliminowaniu klauzuli  abuzywnej umowa nie może być kontynuowana, nastąpi wzajemny zwrot świadczeń, o czym dokładnie pisze prof. Łętowska wraz z uzasadnieniem.  Jeśli sąd podejmie taką decyzję, i jeśli jesteśmy nadal państwem prawa,  trzeba będzie ją egzekwować, niezależnie od konsekwencji finansowych; nie można więc twierdzić, że tego typu przychody są nadal bankom należne.  To nie kredytobiorcy byli inicjatorami  i autorami abuzywnych klauzul indeksacyjnych, więc ich odpowiedzialność w tym względzie jest żadna.

Należy pamiętać, że użycie kursu waluty jako indeksu   do wyznaczania  wartości   innych, niezależnych  świadczeń, w celu zwiększenia przysporzeń wynikających z tego kontraktu,  stanowi grę na rynku finansowym, dopuszczalną jedynie  między profesjonalistami,  za ich pełną wiedzą i  zgodą;  włączenie indeksu walutowego do umowy o kredyt hipoteczny nie jest zgodne z naturą takiego kontraktu.    Przysporzenie majątku w procesie indeksacji/waloryzacji  świadczenia  spełnionego w PLN, przyniosło bankowi nieuprawnione  i znaczne korzyści, a wyeliminowanie klauzul abuzywnych oznacza, że te przychody nie można, wbrew prawu, traktować jako należne.

W ekonomii przychód bez kosztów oznacza najczęściej  darowiznę,  a poniesiony  koszt bez przychodu to strata.  W  przypadku  frankowiczów,  wskutek wzrostu kursu franka szwajcarskiego  banki (czy mogły o tym nie wiedzieć?), zaczęły zarabiać na indeksacji ogromne pieniądze. Powstała nierównowaga kontraktowa i jednocześnie niepokój, zresztą słuszny,  czy te niespodziewane pieniądze słusznie się bankom należą.  Pojawiły się też pytania o naturę tego przychodu, a w zasadzie zysku, bo kosztów z tym związanych praktycznie nie było.  I zamiast podjąć rozmowy z klientami, podjęły działania mające te niespodziewane przysporzenia usprawiedliwiać.  To nadal kredyty złotowe, tyle, że pozbawione indeksowania do franka szw., więc przychody z indeksacji nie można rozumieć jako należne z tych umów.

 

 

Mit 6 Koszty indeksacji, czyli koszty różnic kursowych i ryzyka walutowego.

 

Z historii spłat kredytów indeksowanych wiadomo, że koszty indeksacji  ponosił kredytobiorca;  koszty te były ukrywane w odsetkach i wzroście salda zadłużenia, a nie ujmowane jako odrębny koszt kredytu. Taki zabieg był  celowy, bo prawo bankowe ani  umowa z reguły nie zawierały takich pozycji jak koszt indeksacji albo koszt „spreadu” itp.  Indeksacja kredytów złotowych do CHF nie wymaga od banku zaangażowania waluty obcej bo indeks to tylko liczba.  Rozliczanie  kredytów złotowych indeksowanych do CHF nie pociąga za sobą żadnego ryzyka kursowego, ani walutowego, bo wszystkie transakcje związane z rozliczaniem tych kredytów można w całości oprzeć na rozliczeniach w PLN.  Jeśli np. zapisy bankowe wskazywałyby inaczej (np. zapisy ostrożnościowe w walucie),  to nie mają one  nic wspólnego z  umową o kredyt indeksowany, a tym samym kwotą zobowiązania,  które frankowicz  winien bankowi spłacić.

Możliwość poniesienia przez bank straty na indeksacji jest jedynie teoretyczna  i możliwa tylko wtedy, gdyby indeks, równy kursowi sprzedaży PLN/CHF (ok. 4,10) spadł poniżej indeksu równego kursowi kupna z dnia udzielenia kredytu (ok 2,0 – 2,40). Takie obniżenie wskaźnika indeksacji jest  nieprawdopodobne. Każdy kto analizuje sytuację rynków finansowych,  potwierdzi, że spadek wartości franka szwajcarskiego poniżej 3 PLN jest niemożliwy w najbliższej, dającej się przewidzieć przyszłości.

 

Mit 7. Pozew to również ryzyko i koszty.

Koszty procesów sądowych będą dla kredytobiorców znaczące i to oni będą musieli je ponieść.  Jednak będą one  zawsze niższe niż  koszty  klauzul indeksacyjnych. Mechanizm indeksacji po jego dogłębnym  przeanalizowaniu  okazuje się dość prosty. Wszystkie operacje indeksujące to  naliczenia, w których nie dochodzi do  fizycznej wymiany/ transferu walut.  Indeksując kwotę kredytu, bank  obciąża kredytobiorcę (dodatkowe odsetki, wzrost zadłużenia), zapisując te kwoty  jako  przychód. W przypadku uznania klauzuli za abuzywną,  ten  dodatkowy przychód będący efektem indeksacji, banki utracą,  ale nie są to dodatkowe koszty, którymi zostanie obciążony bank, tylko wyeliminowanie przychodów ze stosowania niedozwolonej klauzuli.

Powstaje zatem pytanie: czy analitycy bankowi, mając wszystkie narzędzia kalkulacyjne,  nie byli w stanie ustalić wysokości  parametrów tak, by  warunki, na jakich udzielano  kredytów  indeksowanych były  opłacalne  dla banku?  Stopa oprocentowania 7- 8% może odstraszać klientów, ale 3% ,czyż nie jest zachętą dla kredytobiorcy?  Oferty kredytów indeksowanych  musiały być przedmiotem analiz wewnątrzbankowych   oraz akceptacji zarządów przed ich wprowadzeniem do obrotu. Tego procesu nie da się uzasadnić tym, że wprowadzając ofertę do obrotu z  formalnie niższym oprocentowaniem, a więc nierynkowym,  bank świadomie godził się na utratę części przychodów z tytułu udzielonych kredytów. Nie można też założyć, że banki działały na własną szkodę a w interesie kredytobiorców. Jest to także argument przemawiający za zasadnością pozwu, bo  praktyki  prezentowania oferty, która  tylko z pozoru wygląda na korzystniejszą (niższe oprocentowanie),  nie jest uczciwe wobec konsumentów. Wysokość proponowanego oprocentowania kredytu w procesie podejmowania decyzji przez kredytobiorcę jest elementem najważniejszym, o czym banki doskonale wiedzą.

 

Mit 8.  Koszty anulowania klauzul indeksacyjnych wywołają poważne skutki dla rynku finansowego, instytucji finansowych, czyli poniosą je  wszyscy klienci banków i wszyscy podatnicy.

 

Koszty anulowania klauzul indeksacyjnych poniesie wstępnie  frankowicz (koszty procesu), natomiast w przypadku banków nastąpi jedynie korekta nienależnych przychodów uzyskanych wskutek indeksacji, wraz ze zwrotem poniesionych przez kredytobiorcę kosztów procesu, albo zwrot wzajemnych świadczeń stron z wszelkimi tego konsekwencjami. Banki mogłyby te koszty znacząco obniżyć, a nawet zachować część przychodów z indeksacji,  zawierając ugody z klientami, ale praktyka pokazuje, że nie są tym zainteresowane.    To banki czerpały korzyści z indeksacji kredytów złotowych.  Mimo że  korzyści uzyskiwały tylko banki, to  konsekwencje  anulowania klauzul  abuzywnych mogą  też dotyczyć innych Są to np. osłabienie pozycji banków, rynku finansowego, zmniejszenie ich potencjału kredytowego, podrożenie kredytów a nawet pogorszenie koniunktury gospodarczej czy obniżenie PKB kraju. Te konsekwencje zapewne wystąpią, ale nie mogą być one  łączone z zachowaniem, czy winą frankowiczów, bo to nie oni byli autorami  opracowania i wprowadzenia do obrotu prawnego ofert i umów zawierających niedozwolone klauzule. Sformułowanie tego mitu potwierdza jednocześnie, że to właśnie ci kredytobiorcy wzmacniali banki, rynki finansowe,  zwiększali ich potencjał kredytowy, wpływali na obniżenie kosztów innych kredytów, na wzrost koniunktury gospodarczej a także PKB, najogólniej zapewniali dobrobyt społeczeństwu, a rządzącym spokój.    Autorzy Poradnika wyrażają niejako  żal, że  nie będą już tego robić,. Zapomnieli chyba, że  świadczenie na rzecz ogółu społeczeństwa na podstawie umów cywilnych nie może być traktowane jako normalne w państwie prawa (vide zapisy konstytucji oraz  klauzule dot. zasad  współżycia społecznego).  Niektóre z instytucji państwowych jak RPO, UOKiK, Rzecznik finansowy, podkreślają konieczność rozwiązania systemowego problemu frankowiczów w możliwie najkrótszym czasie, ale czy   nadzór bankowy i inne organy władzy odpowiedzialne za finanse państwa  są tym zainteresowane?   Niestety waga problemu zawarta w tym „micie” sprawia, że  rządzący nie kwapią się z jakąkolwiek pomocą  tej grupie  darczyńców.

 

Mit 9. Przekazy medialne fałszują rzeczywistą treść wyroków

 

Stwierdzenie dra Krzysztofa Koźmińskiego  można uznać za prawdziwe częściowo, Media nie przekazują pełnych informacji, bo z reguły nie mają wglądu do akt sprawy, więc relacjonują to, co sądy piszą w swoich uzasadnieniach. W tym miejscu należy podkreślić, że opublikowany Poradnik frankowicza pełni również podobną rolę, prezentując problem dość wybiórczo, jednostronnie a często w niezgodzie z rzeczywstością.    Aby przekazać  rzeczywisty, pełny  stan rzeczy, konieczny byłby udział także banków, bo to one mają dane, które pozwoliłyby dokładnie przeanalizować stan sprawy i ją opisać.  Można natomiast zgodzić się z twierdzeniem dra Koźmińskiego, że wyeliminowanie klauzuli indeksacyjnej nie musi prowadzić do unieważnienia umowy kredytowej, bo zapisy tej klauzuli z reguły nie stanowią i nie mają wpływu na „essentialia negotii” tych umów, (vide definicja umowy kredytowej art. 69 prawa bankowego).

 

Mit 10. Złotowy kredyt oparty na stawce LIBOR to herezja ekonomiczna.

 

Stawka LIBOR jest indeksem, jak każdy inny indeks stosowany na rynkach finansowych, więc  wolą stron może być zastosowany wszędzie, w tym także w umowach kredytowych złotowych. Z punktu widzenia ekonomii byłoby to nieuzasadnione, gdyby nie  klauzula indeksacyjna,  o czym szerzej na początku opracowania.  To nie kredytobiorcy  byli inicjatorami wyboru tej stawki,  decydując się na kredyt złotowy indeksowany, nie mieli w zasadzie wyboru. W  umowach dot. wysokości oprocentowania  zapis najczęściej brzmi: „marża banku plus LIBOR 3M”. Z chwilą wyeliminowania klauzuli indeksacyjnej  zapis ten pozostaje wiążący jako „essentialia negotii” umowy. Co do zasadności stosowania stawki WIBOR 3M zamiast LIBOR 3M wypowiadał się Sąd  Najwyższy stwierdzając „skoro strony ustaliły  w umowie stawkę LIBOR 3M, to należy ją stosować”, a zmiana tego zapisu może nastąpić po uzyskaniu zgody obu stron umowy. Z tą herezją, w przypadku uznania przez sąd, że umowa po wyeliminowaniu klauzuli abuzywnej  może być kontynuowana lub nie,  będą musiały zmagać się banki, bo to one  były  autorami tego zapisu w umowach, przygotowanych jako wzorce i zawierane z reguły w sposób adhezyjny. Uznanie przychodów banku  z kredytów indeksowanych za   nienależne,  pomniejszy ich zyski z  indeksacji, pozostawiając bankom marżę i oprocentowanie wg LIBOR.  Zysk banków będzie co prawda mniejszy,  ale nie oznacza to automatycznie straty na takich kredytach.

 

Mit. 11 Przewalutowanie  po kursie kupna z dnia zaciągnięcia kredytu byłoby niesprawiedliwe.

 

Nieprawda. Wyeliminowanie z umowy klauzuli indeksacyjnej nie pociąga za sobą konieczności wymiany walut. Kredyty indeksowane do waluty obcej były udzielane w PLN, która jest walutą kredytu, więc po wyeliminowaniu indeksacji, kredyt staje się zwykłym kredytem złotowym, bez konieczności przewalutowania.  Dlatego podsumowanie artykułu prof. Pisulińskiego  pt. „Co oznaczałoby masowe przewalutowanie kredytów frankowych po kursie z dnia zaciągnięcia pożyczki/kredytu albo unieważnienie umów?” jest całkowicie błędne, bo pozbawione merytorycznych podstaw.  Kredyty frankowe (zapewne profesorowi  chodzi  o kredyty złotowe, indeksowane do CHF), po wyeliminowaniu klauzuli indeksacyjnej nie mogą podlegać jakiemukolwiek przewalutowaniu.  W oparciu o jakie przepisy prawa i dlaczego kredyty złotowe miałyby zostać poddane przewalutowaniu?  Przecież to absurd.

 

Mit 12. Unieważnienie kredytów z powodu spreadów jest bardzo nie fair.

 

Jest to stwierdzenie nieprawdziwe, bo sugeruje jakoby „spready” były najważniejszym problemem.  Spread jako różnica pomiędzy kursem kupna i sprzedaży waluty w danym dniu, jest jednym z  problemów indeksacji, raczej niewielkim, ale  art. 69 prawa bankowego nie przewiduje kosztów spreadu jako kosztów kredytu bankowego. Także banki kosztów tych nie wykazywały oddzielnie, łącząc je z kosztami odsetek, czyli ukrywały przed kredytobiorcą. Jednak to  nie tylko spready są głównym  powodem  uznania klauzul za abuzywne. Głównym problemem jest sama konstrukcja umowy, która umożliwia wprowadzenie i wykorzystanie indeksacji jako instrumentu finansowego  w sposób, w miejscu  i wobec osób,  których nie powinien być stosowany.

 

MIT 13. Konsument wzbogaca się kosztem profesjonalisty, czyli banku, który ma pieniądze ludzi, a nie swoje.

 

Rzeczywiście banki mają pieniądze nie swoje, na tej podstawie udzielają kredytów i wzbogacają się kosztem wszystkich kredytobiorców. Ale w przypadki kredytów indeksowanych i mechanizmu indeksacji stanowiącej spekulacyjny instrument finansowy, dochodzą dodatkowe elementy na korzyść banku. . Taki instrument (derywatyw) oznacza, że w zależności od innej niepowiązanej bezpośrednio z transakcją i świadczeniami stron wartości, u jednej z jego stron powstają aktywa finansowe, a u drugiej zobowiązanie, co po stronie banku kreuje nową wartość, czyli pieniądz i w konsekwencji przyrost majątku/aktywów i  zwiększenie potencjału kredytowego. Ten zwiększony majątek nie należy do deponentów oszczędności, tylko wyłącznie do banków.  W skali kraju te instrumenty pochodne wytworzyły, i nadal kreują dodatkowe zyski przyczyniając się do wzrostu ich potencjału ekonomicznego, w czym należałoby też upatrywać niechęci do rozwiązania sprawy na poziomie ustawowym.  Konsument,  skuszony ofertą niskiego oprocentowania, stał  się  nieświadomym graczem na rynku finansowym, na co nie był przygotowany, bo żaden z banków natury i konsekwencji  takich  transakcji nie wyjaśniał. Gra na rynku finansowym nie  jest i nie może być celem umowy kredytowej zawieranej przez konsumentów, w szczególności gdy  dotyczy to kredytów hipotecznych, gdzie konsument wydając pieniądze na nieruchomość,  zostaje związany umową na długie lata;  nie ma dalszych środków na prowadzenie gry rynkowej z bankiem, np. poprzez wycofanie się z umowy, gdy wartości indeksów przybierają niekorzystny obrót. Z tego wynika nierówność stron, bo umowy takie nie przewidują nawet możliwości bezkosztowego wycofania się z umowy z zawartą opcją.  Dlatego  wszystkie negatywne konsekwencje takich umów  ponoszą kredytobiorcy –  konsumenci, płacąc coraz wyższe raty odsetki, i znosząc cierpliwie wzrost zobowiązania.  A banki, ciesząc się z przyrostu  (własnego, nie cudzego) majątku i zysków   nie są zainteresowane zmianą tego stanu.  Utrata przez banki dodatkowych korzyści z indeksacji nie oznacza wzbogacenia się frankowiczów kosztem profesjonalistów, lecz umożliwienie im spłat bez indeksacji.

 

Mit 14. Dyrektywa 93/13 o niedozwolonych umowach konsumenckich nie uwzględnia specyfiki umów  długoterminowych/ciągłych, bo zmienia się „otoczenie regulacyjne”  i zachodzą trudności w określeniu skutków prawnych, więc klauzule abuzywne należałoby rozumieć jako „szare postanowienia umowne” , które „mogą” być uznane  za niedozwolone.

Art. 385’1 kc  wraz z dyrektywą, obowiązuje w Polsce od 2000 roku, więc otoczenie regulacyjne nie może być traktowane jako usprawiedliwienie.  Klauzule indeksacyjne stosowane przez banki  zostały uznane za abuzywne,  i takie były od samego początku. więc tego typu interpretacja zmierza do rozmycia odpowiedzialności. O skutkach prawnych pisze szczegółowo prof. Ewa Łętowska; podkreśla również  brak praktyki orzeczniczej w tej materii. Ale jeśli nie wiemy jak rozstrzygać, czytajmy opracowania/wyjaśnienia  autorytetów prawniczych, orzecznictwo TSUE, Sądu Najwyższego, UOKiK, i wielu innych instytucji. Takie wątpliwości nie mogą  uzasadniać „nicnierobienia” , bo dopóki jesteśmy krajem członkowskim UE,  dopóty prawo chroniące konsumentów winno być egzekwowane. Nie ma tu miejsca na odcienie szarości i dywagacje, by np. ze względu na konsekwencje finansowe i  społeczne niektórych konsumentów  chronić nieco mniej.

 

 

Mit 15. W debacie publicznej zarzuty, że banki nie stosowały konsumenckiego standardu umów, to moralny hazard frankowy.

 

Można się z tym zgodzić, jednak z zastrzeżeniem, że nie chodzi tu o hazard moralny, tylko prawdziwy  hazard finansowy zaoferowany przez banki kredytobiorcom.  Użycie klauzuli  indeksacyjnej do wyznaczania wartości innych, niezależnych świadczeń, w celu zwiększenia przysporzeń wynikających z kontraktu, stanowi grę na rynku finansowym, dopuszczalną jedynie między profesjonalistami, za ich pełną wiedzą i zgodą. Włączenie takiego instrumentu finansowego do umowy o kredyt hipoteczny nie jest zgodne z naturą takiego kontraktu. Przysporzenie majątku będące rezultatem indeksacji/waloryzacji świadczenia spełnionego w PLN przynosi bankowi dodatkowe korzyści, a kredytobiorcę stawia w niekorzystnej sytuacji już od momentu zawarcia takiej  umowy.

To dlatego takie klauzule zostały uznane za abuzywne wobec konsumentów.  Gra na rynku finansowym nie jest i nie może być celem umowy kredytowej zawieranej przez konsumentów, w szczególności gdy dotyczy to kredytów hipotecznych, gdzie konsument, wydając pieniądze na nieruchomość, zostaje związany umową na długie lata i nie ma środków na wycofanie się z umowy, gdy indeksy przybierają niekorzystne wartości. Dlatego negatywne konsekwencje takich umów ponoszą kredytobiorcy konsumenci,  bo, w przeciwieństwie do banków, nie mają żadnych „narzędzi” reagowania.

Powszechnie znany jest proceder emisji i sprzedaży opcji w latach 2007-2009, gdzie w oparciu o indeksy giełdowe, instrument ten podlegał aktualizacji wyceny, czyli indeksacji każdego dnia. Ale w tamtym hazardzie stosowane były istotne elementy zachowujące równowagę stron: umowy były jawne, niewielkie zaangażowanie waluty nabywcy (tzw. opcje bezkosztowe), bieżąca informacja i bieżące  rozliczanie efektów indeksacji. Najistotniejsza była jednak możliwość wycofania się z gry o każdym czasie, by uniknąć dalszych strat lub zainkasować zyski. Mimo zapewnienia równowagi klientom, banki musiały podjąć negocjacje, by znaleźć koncyliacyjne rozwiązanie, bo w przypadku straty klienta tylko one osiągały ogromne zyski. Umowa o kredyt hipoteczny indeksowany do waluty obcej, zawierająca podobny instrument finansowy takiej równowagi nie zapewnia. Kredytobiorca zaciąga dług na całą wartość umowy, nie ma możliwości zapobieżenia stratom, bo gdy indeks przybiera niekorzystne wartości (negatywny trend), kredytobiorca nie jest w stanie wycofać się z dalszej gry, bo nie jest to celem umowy. Z drugiej strony bank, niezależnie od wartości indeksu, ma zapewnioną marżę, odsetki oraz spread, który nierzadko przewyższa koszt odsetek. A jeśli wartość indeksu wzrasta, to korzyści banku się zwielokrotniają. Zatem kredytobiorca zostaje postawiony w sytuacji, jak gdyby grał na indeksy rynku finansowego za pożyczone pieniądze, które wydał, więc bank umożliwia mu dalsze pożyczanie (indeksując kwotę kredytu), by grał dalej, by ten zwiększony dług spłacał w przyszłości przez wiele lat. Ten rosnący dług zwiększa jednocześnie majątek banku i według prawa bankowego majątek ten staje się pewny. Nie jest to żaden hazard dla banków, ale dla kredytobiorców konsumentów, niestety tak.

 

Mit 15. Narastanie  mody na kredyty frankowe.

 

Twierdzenie merytorycznie  błędne, bo sprawa nie dotyczy kredytów frankowych, tylko kredytów złotowych indeksowanych do CHF. Ponadto, to nie moda spowodowała zwiększenie popytu na  tego typu kredyty, czy rzekoma dezorientacja klientów. To  dobrze skalkulowane pod względem finansowym i sformowane pod względem marketingowym  oferty bankowe spowodowały zainteresowanie tego typu kredytami. Nie bez znaczenia był fakt specyficznego sformułowania/wszczepienia, a nawet ukrycia w umowie,  klauzuli indeksacyjnej, a właściwie instrumentu finansowego, który nie jest łatwy do interpretacji także przez specjalistów z dziedziny prawa i finansów.   Oferty te wskazywały na oprocentowanie o ok. 3-4% niższe  od kredytów  złotowych nieindeksowanych, zawierały niższe wymogi zdolności kredytowej i obciążone marżą  wyższą niż kredyty złotowe. Oznacza to, że kredyty indeksowane były przede wszystkim korzystne dla banków, a nie kredytobiorców. Gdyby  kredytobiorcom przedstawiono  rzeczywisty efekt indeksacji, np. że kwota  kredytu  zwiększa się  o  8-10% już  w dniu jego zaciągnięcia,   to taka oferta już wzbudziłaby wątpliwości co do deklarowanych stawek oprocentowania. A to dopiero początek problemu indeksacji,  bo wzrost indeksu o  2% rocznie powoduje dalszy wzrost kosztów, przez co oferty takie stają się niekonkurencyjne wobec kredytów złotowych  z WIBOR bez indeksacji . Zatem to nie moda, a bankowe oferty proponujące pozornie niższe oprocentowanie wywołały popyt na tego rodzaju kredyty.

 

Mit  16. Korzyści klientów walutowych to straty dla innych klientów, banków, a nawet całej gospodarki.

Jest to stwierdzenie całkowicie błędne, bo  po pierwsze: sprawa nie dotyczy kredytów zawartych w walutach obcych. Po drugie: przy spadającej wartości złotówki żadnych korzyści klientów walutowych nie ma.  Po trzecie: takie kredyty nie są przedmiotem żadnych postępowań, bo umowy o  kredyt walutowy  nie zawierają klauzul indeksacyjnych. Po trzecie:   jakie  straty mieliby ponieść inni klienci banków?  Po czwarte:  kredyty walutowe mają raczej pozytywny wpływ i na banki  i na całą gospodarkę.

 

Natomiast warto podkreślić znaczenie anulowania  klauzul indeksacyjnych zawartych w kredytach zlotowych indeksowanych do waluty obcej i jej konsekwencje dla gospodarki.

Otóż większość  z 450 tys. kredytobiorców  jest aktualnie na etapie zbliżonym do połowy okresu kredytowania, a ich zadłużenie wynosi  130 mld złotych, czyli  średnio ok. 290 tys. na frankowicza. Analiza stanu tych kredytów wskazuje, że  otrzymana kwota kredytu w PLN w  większości (80-90%)  została spłacona, co oznacza, że  aktualne zadłużenie   frankowiczów jest efektem indeksacji. Anulowanie klauzul indeksacyjnych we wszystkich umowach spowoduje, że ok 110 mld należności bankowych zostanie także anulowanych. Takie są skutki, przy założeniu, że umowy kredytowe, po wyeliminowaniu abuzywnych klauzul, mogą być  kontynuowane. Natomiast jeśli  doszłoby do unieważnienia wszystkich takich  umów (niemożność utrzymania w mocy), całość należności bankowych tj. 130 mld podlegałaby anulowaniu wraz z dotychczas uzyskanymi przychodami  z tyt. marży, prowizji, odsetek oraz indeksacji.  A ta kwota stanowi min. 50 mld złotych,  o którą banki musiałyby skorygować swoje zyski z lat ubiegłych.

Jest zatem oczywiste, że niezależnie od końcowych decyzji sądu banki poniosą ogromne konsekwencje finansowe. Uwzględniając tzw. Money multiplier, zmniejszyłoby to  potencjał kredytowy systemu bankowego nawet do 1 bln złotych, co nie pozostałoby bez wpływu na całą gospodarkę a także PKB na długi okres. Jednak należy podkreślić, że te 130 mld należności są w większości efektem indeksacji, która obciąża tylko frankowiczów, a ściślej kredytobiorców kredytów zlotowych indeksowanych do CHF.  To ci kredytobiorcy przyczynili się bezpośrednio do wzrostu potencjału kredytowego  banków  i ich kapitałów własnych  w ciągu ostatnich kilkunastu lat.  Czy mają to robić dalej?  Czy wyeliminowanie klauzul indeksacyjnych przysporzy im korzyści? Wprost przeciwnie. Pozbawi jedynie banki nienależnych korzyści z klauzul indeksacyjnych, które, jak ocenił TSUE, Sąd Najwyższy, UOKiK i RPO są abuzywne.

Jeśli konsekwencje ekonomiczne  wyeliminowania  klauzul abuzywnych okażą się daleko idące, trudno będzie   liczyć na pomoc instytucji finansowych czy władz,  które w interesie własnym ale też rynków finansowych będą robić wszystko aby problem odwlec w czasie, aby zajęły się nim  następne pokolenia. Frankowiczom pozostaną chyba samodzielne zmagania  z sądami, których orzeczenia mogą być także w różny sposób opóźniane, by negatywne efekty dla banków i całej gospodarki rozłożyć na lata. Niestety nie ma zainteresowania pomocą tym kredytobiorcom, więc będą  musieli nadal spłacać znacznie większe sumy niż otrzymali, wraz  z odsetkami  i efektami indeksacji. Są one znaczne i  niesprawiedliwe, ale bankom prawnie należne –  do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sądowego.

 

Ireneusz Łazarski

Prawnik, biegły rewident,

Absolwent ekonomii i finansów

Georgetown University, Washington, DC