Zapraszamy na konsultacje w sprawie nieuczciwych kredytów i zachęcamy do wsparcia naszych działań

Politycy nie uciekną od odpowiedzialności za kredyty frankowe

Odpowiedzialność

Andrzej Nogal: Politycy nie uciekną od odpowiedzialności za kredyty frankowe

Fragment artykułu, opublikowanego na stronie www.lex.pl:

Politycy PO z wielkim zapadłem pouczają frankowych kredytobiorców, jacy to byli nieodpowiedzialni oraz, że państwo im pomagać nie będzie. Ci Katonowie zachowują się jakby o kredytach frankowych dopiero się dowiedzieli, a władzę nad krajem i odpowiedzialność za współobywateli przyjęli wczoraj – pisze adw. Andrzej Nogal.

Taka krótka pamięć, żeby nie powiedzieć skleroza, to częsta przypadłość władzy – przypomnijmy więc Platformie pewne fakty.

Szaleństwo kredytów frankowych osiągnęło swoje apogeum w Polsce w 2007/2008r. Tymczasem PO współrządzi Polską od wyborów w 2007r., a i wcześniej była główną siłą opozycyjną. Od tego więc czasu ponosi odpowiedzialność za to, co się w Polsce dzieje. Czołowi politycy PO, rzec by można, od zawsze byli obecni w polskiej polityce i powinni znać od podszewki wszystkie niuanse polityki gospodarczej. Dlaczego więc nic nie zrobili, aby zapobiec zamianie kredytobiorców hipotecznych w graczy w kasynie, albo i w okresie późniejszym rozwiązać problem kredytów frankowych?

Bo nie wiedzieli, nie spodziewali się? Kiepskie tłumaczenie, skoro obecnie rząd stawia setkom tysięcy frankowiczów zarzut, że powinni byli przewidzieć 100% skok kursu franka. Od rządzących zaś możemy chyba wymagać więcej, a w szczególności wiedzy jak kończyły się przygody z frankiem w innych krajach. Dopiero teraz media donoszą, że Europa Wschodnia nie była tu pierwsza. Wcześniej w latach 60-tych sparzyli się na kredytach frankowych Amerykanie, w latach 80-tych Australijczycy i Włosi. Za każdym razem mechanizm był podobny.

Czytaj również wyborcza.pl: Szok frankowy. Wiedzieliście: “Mieliśmy pchać klientom kredyty we frankach za wszelką cenę. Takie wytyczne szły z zarządu, z tego byliśmy rozliczani”.

W szybko rozwijającym się kraju  podwyższano stopy procentowe, aby obniżyć inflację, z reguły sporo powyżej stóp szwajcarskich. Sprzyjało to aprecjacji lokalnej waluty, co wynikało z napływu kapitału zagranicznego, zwabionego wysokimi stopami procentowymi i rozwojem gospodarczym. Z tej przyczyny bankowcom było bardzo łatwo skusić masowego odbiorcę na kredyty we franku. W pewnym jednak momencie następowało spowolnienie wzrostu gospodarczego. Bank centralny obniżał więc stopy procentowe,  kapitał odpływał, co automatycznie powodowało gwałtowny spadek kursu danej waluty względem franka szwajcarskiego. W efekcie frankowi kredytobiorcy byli winni bankom znacznie więcej niż pożyczyli.

Schemat ten jest omawiany od bardzo dawna w zachodnich podręcznikach bankowości. Dlaczego więc rząd i KNF nic nie zrobiły aby zapobiec frankowej pułapce? Czyżby nie czytały podręczników i nie wiedziały jak to się skończy? Czy też chciały napędzić frankowych niewolników bankom? […]

Rok temu, 20 II 2014r., podczas debaty w senacie o położeniu kredytobiorców frankowych strona rządowa mówiła o ok. 44 mld strat banków z powodu przewalutowania po kursie z dnia zaciągnięcia, opierając się na informacjach banków. Obecnie padały liczby od 20 do 50 mld. Zauważ czytelniku, że minął rok, a rządzący nie są w stanie podać precyzyjnych kosztów takiego przewalutowania, ani też nie chcą ujawnić pełnego i wiarygodnego sposobu obliczania strat. Nie wiadomo nawet, czy to byłaby rzeczywista strata, czy też raczej utrata spodziewanych zysków z  golenia frankowiczów. Zresztą, najniższa z tych kwot 20 mld wydaje się spora, ale to tylko 30.000 zł na przeciętnego frankowicza (kredytów tych jest ok. 650.000). Zaś górna granica mniemanej straty 50 mld jest znacznie mniejsza od zysków banków w latach 2008-14, które wyniosły łącznie mniej więcej 100 mld zł. Spora część tych zysków pochodzi z frankowiczów. Jaka – rząd do tej pory nie chce bądź nie może ustalić. […]

Cały artykuł dostępny na www.lex.pl: Politycy nie uciekną od odpowiedzialności za kredyty frankowe