Zapraszamy na konsultacje w sprawie nieuczciwych kredytów i zachęcamy do wsparcia naszych działań

Bankowy trolling

Bankowy troll
Bankowy troll

W sieci pojawił mocny wpis dziewczyny, która postanowiła podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z byciem internetowym trollem na usługach banku. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że banki wynajmują agencje PR-owe, których zadaniem jest pilnowanie wpisów w internecie i odpowiednie ich lajkowanie lub komentowanie i hejtowanie jeśli zajdzie taka potrzeba.

Treść wpisu znajdziesz tutaj:

https://bylambankowymtrolem.wordpress.com/2015/05/02/bylam-bankowym-trolem/


Gra idzie nie o tysiące, nie nawet o miliony złotych. Gra idzie o miliardy złotych grabionych, lub zakontraktowanych już przez banki na najbliższe lata, przez które planują grabić swoich klientów. Słowo “grabić” nie jest pisane tu na wyrost. Grabież oznacza pobieranie od swoich klientów zawyżonych rat kredytowych naliczanych na podstawie zakazanych w Polsce prawem klauzul.

Powtórzmy, gdyż informacja ta w związku z prowadzoną na szeroką skalę kampanią dezinformacyjną, umyka szeregowemu obywatelowi: banki w umowach kredytowych ze swoimi klientami stosują zakazane prawem klauzule. Klauzula zakazana z mocy samego prawa nie obowiązuje klientów – tak jakby ją wygumkować z umowy. A jednak banki jej nie gumkują, bo sąd nie ma możliwości kształtowania treści umowy (może jedynie wskazać zakazany fragment, który klienta nie obowiązuje), a w Polsce nie ma takiej siły, żeby zmusiła bank do usunięcia z umowy wskazanej przez sąd zakazanej kalzuli.

Trudno się temu dziwić jeśli zważy się na to o czym mówił Minister Spraw Wewnętrznych – Państwo istnieje tylko teoretycznie. Nie ma mocy zmuszenia przestępcy do zaprzestania złodziejskiego procederu jeśli przestępca dysponuje odpowiednimi zasobami finansowymi i odpowiednimi środkami korumpowania urzędników, mediów jako beneficjentów reklamowego eldorado, oraz zwykłych obywateli. Tych ostatnich skorumpować jest stosunkowo najtrudniej, dlatego dla nich wynajmuje się internetowych trolli.

Proceder opisany jest bardzo dokładnie. Ma na celu stworzenie wrażenia, że większość opinii publicznej jest przeciwko oszukiwanym de facto kredytobiorcom, wprowadzanie w błąd, wywołanie lawiny nieprzychylnych komentarzy, przepędzenie komentarzy przychylnych ludziom walczącym o swoje prawa.

Opisane są metody trollowania, sposoby na anonimowość, zmiany adresu IP, oprogramowanie wykorzystywane przy trollowaniu oraz przede wszystkim szkolenie trolli i tzw. mesydże, które mają trafić do jak największej liczby odbiorców wzbudzając w nich szacunek dla wspaniałej roli banków i nienawiść i złość do tych cwanych graczy giełdowych chcących powetować sobie straty na grze walutami pod zastaw nieruchomości. Jeśli messydże zapłodnią tkwiącą w narodzie frustrację, poswolą napuścić jednych na drugich, wyzwolą powszechną falę hejtu na frankowiczów, to będzie pełen sukces.

Trudno przebić się z przekazem obalającym mity propagowane przez bankowe trolle, bo banki są zorganizowane, mają wsparcie instytucji państwowych, a co najważniejsze – mają pieniądze, którymi mogą finansować trollingowe agencje.

Mity, z którymi musimy się zmagać wymienione są tutaj:

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/13_mitow_dotyczacych_kredytow_frankowych_324415.html

Trollowanie to zresztą ogólny i szerszy trend, z którym spotykamy się na codzień w naszej polskiej rzeczywistości.

Człowiek człowiekowi człowiekiem

Czy kogoś dziwi jeszcze fakt, że marketing oznacza dziś wprowadzenie człowieka w błąd, oszukanie, skłonienie do popełnienia błędu, naciągnięcie, ukrycie niewygodnych informacji. Wynajmowane agencje marketingowe dbają o to, aby potencjalny klient dał się złapać. Nie ma znaczenia sposób. Jeśli uwierzył, że produkt jest najlepszy na rynku, bezkonkurencyjny, że dostanie za to nagrodę (a nie, że będzie miał szansę wziąć w losowaniu), że nie szkodzi on jego zdrowiu itd. itd., jeśli w to wszystko uwierzył i nie przeczytał kilkunastrostronicowego regulaminu całej akcji czy “promocji” to jest tępym frajerem, głupim idiotą, który dał się nabrać i sam sobie jest winny.

Daliśmy się przekonać, że należy marketing to sztuka oszukiwania i kantowania i jeśli dałem się oszukać to jestem głupi. Dzisiejsze agencje działają jak złodziej spotkany na przeze mnie w latach 80-tych na włoskim parkingu, który znajomej oferował kamerę wideo, ale tak sprawnie działał, że ona nie otworzyła zawartości. Wierzyła mu, że kamera jest w środku. Straciła 700 dolarów, co wtedy oznaczało dorobek życia. Była głupia i sama sobie winna. A jednak policja sciga takich złodziei. Dlaczego nie ściga tych z białymi kołnierzykami?

Problem jest znacznie szerszy bo trollowanie obejmuje dziś nie tylko internet, marketing, agencje PR, ale także politykę. Czy ktoś się zastanawiał skąd taka rozbieżność w wynikach sondaży przedwyborczych na tydzień przed pierwszą turą wyborów, a sondażami na kilka dni po pierwszej turze? Jak to możliwe, że profesjonalna sondażownia myli się o kilkanaście punktów procentowych? Nawet szeregowy obywatel widzi i czuje, że nastroje wokół niego nie są tak różowe jak przedstawiają to media, jak by można było wnioskować po sondażach, ze naród zaczyna szemrać, że coś się w końcu musi stać.

I staje się! Pierwsze oznaki niezadowolenia wybuchły w 2011 r. gdy solidna grupa niezadowolonych zagłosowała na Janusza Palikota. Po czterech latach grupa niezadowoloncych zdwoiła swoją siłę. I lepiej dla rządzącej klasy nie będzie, bo nagle młodzi i niezależni policzyli się, zrozumieli, że nie są jakimiś wyrzutkami wśród ogólnie zadowolonego społeczeństwa, że jest ich więcej, że nie tylko oni niegodzą się na arogancję, kłamstwo, wprowadzanie w błąd, oszustwo, niekompetencję i trolling. Mają dość przekonywania, że jeszcze 50 lat i dogonimy zachód i cieszenia się ze wzrostu PKB, z którego nic nie mają, czy czekania kolejne ćwierćwiecze aż będzie ich stać na w miarę godne życie (albo nie).

Takie powszechne trollowanie – oszukiwanie ludzi, że jest inaczej niż w istocie jest musi skończyć się katastrofą. To z czym mamy do czynienia przy okazji sukcesu Pawła Kukiza to tylko przedsmak tego co  zgotują obywatele rządzącym jeśli Państwo nadal będzie istniało tylko teoretycznie. Pierwsze reakcje polityków na wynik pierwszej tury wyborów nie wskazują na to, że cokolwiek z tej lekcji zrozumieli.